Harrow, zachodni Londyn. Sala All Stars Boxing Gym pęka w szwach. Ruch, gwar, tłok. Biali, Czarni, Latynosi... Raz po raz powietrze prują wyprowadzane ciosy, fruwają obijane worki i gruszki. Jarek akurat tarczuje z trenerem. Sporo czasu poświęca technice, kładzie nacisk na dokładność wyprowadzanych ciosów. Stopniowo treningi będą coraz lżejsze, szybkimi krokami zbliża się bowiem najważniejsza impreza sezonu – mistrzostwa świata, które w drugiej połowie sierpnia odbędą się w Czechach. Polak będzie tam jednym z faworytów.
Pięć razy w tygodniu
Wzrost 194 cm, waga – 95 kg. Borowski do ułomków nie należy, ma czym uderzyć. Sporo walk wygrywa przed czasem, kończąc akcje głównie rękami.
Od kilku miesięcy regularnie chodzę na zajęcia bokserskie. Wzmocniłem się fizycznie, poprawiłem siłę ciosu. Trenuję w All Stars Boxing Gym, znanym klubie, w którym ćwiczą bądź ćwiczyli wybitni brytyjscy bokserzy. Bywali tu między innymi Ricky Hatton, Lennox Lewis czy Chris Eubank.
Polak trenuje pięć razy w tygodniu, poza zajęciami w gymie odwiedza również londyńską Szkołę Karate i Kick-Boxingu School of Masters prowadzoną przez polskiego karatekę Jacka Lipińskiego. To tam zaczynał swoją przygodę ze sportem na Wyspach, to reprezentując jej barwy zdobywał swoje największe trofea. Jednak w ostatnich miesiącach więcej uwagi poświęca boksowi, a także muay thai, dyscyplinie coraz bardziej popularnej na Starym Kontynencie.
W muai thai dopuszczalne są niskie kopnięcia w nogi rywala. To twardy, selektywny sport, wielu początkujących odpada po kilku zajęciach. Dla mnie to ciekawa przygoda, z doświadczenia wiem, że różne style walki, różne sposoby treningu i przygotowań, owocują potem w ringu.
Borowski nie ukrywa, że jego celem jest mistrzostwo świata w kick-boxingu w wersji full-contact. I trzeba przyznać, że nie jest to wiara bez podstaw. Po ubiegłorocznych sukcesach w tym sezonie Polak w kolejnych imprezach gromi rywali. Triumfował w mistrzostwach Walii, został championem Wielkiej Brytanii, wygrał brytyjski turniej eliminacyjny kwalifikujący do udziału w mistrzostwach świata w Czechach. Silna konkurencja, twardzi rywale. Jednak prawdziwy sprawdzian dopiero przed nim...
Magister w ringu
Na sali pojawiają się kolejni zawodnicy. Część kończy trening, inni dopiero zaczynają. Są amatorzy, którzy przychodzą potrenować dla zdrowia, są też ci, którzy chcieliby utrzymać się z boksowania. Albo przynajmniej dorobić do pensji – budowlańca, rzeźnika, piekarza... I Bóg wie kogo jeszcze. Wyczynowy sport to ciężki kawałek chleba.
W moim przypadku to hobby, które powoli przerodziło się w wyczyn. Wygrywam, kolekcjonuję kolejne trofea. Niestety, w Anglii nie da się z tego wyżyć, dlatego na co dzień pracuję, a dopiero potem mogę pozwolić sobie na trening – mówi Jarek, nie ukrywając, że praca malarza i dekoratora, którą para się od czterech lat, od czasu kiedy przyjechał na Wyspy, nie jest szczytem jego marzeń. Dobra firma, niezłe pieniądze. Ale to jednak nie to. Ma przecież dyplom magistra gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, ma ringowe sukcesy. I ma ambicje. Chętnie by rzucił pędzel i zajął się czymś innym. Brakuje jednak czasu by zmienić pracę, od rana do wieczora grafik zajęć jest napięty. A poza tym pozostaje pytanie – zmienić profesję, tylko na jaką?
Są za to plany na przyszłość. Praca z młodzieżą, szkolenie młodych adeptów sztuk walki, założenie własnego klubu. Ale, przede wszystkim, jeszcze przynajmniej przez kilka lat kariera czynnego zawodnika.
TAGI:
wielka brytania
sport
polak