Pod koniec 2009 roku Szwedów poróżnił pomysł zburzenia pływalni w dzielnicy Sztokholmu Asspuden. Gdyby w zimną noc w połowie grudnia ubiegłego roku jakiś obcokrajowiec pojawił się w pobliżu pływalni, mógłby się czuć podobnie skonfundowany jak zagraniczni przybysze obserwujący na Krakowskim Przedmieściu niedawne zamieszanie pod krzyżem. Ludzie płakali, obejmowali się, wznosili okrzyki i składali kwiaty przy dość niepozornym budynku.
Tamtej nocy, po długiej walce w obronie pływalni, która od lat była dla nich miejscem spotkań, protestujący postanowili się poddać. Choć wcześniej przez wiele dni nie chcieli dopuścić do rozbiórki i alarmowali ogólnokrajową prasę, ulegli presji lokalnych władz. Dla jednych ich postawa była przykładem obywatelskiej odwagi, dla innych niepotrzebną głupotą lub walką z wiatrakami. Co ciekawe, po zakończeniu sprawy niektóre media podkreślały, iż cała awantura, choć podzieliła opinię publiczną, to jednocześnie skonsolidowała mieszkańców dzielnicy Asspuden i wytworzyła między nimi silne poczucie wspólnoty.
Duński "Dom Wandala"
W 2007 roku o lokalną kwestię Duńczycy pokłócili się tak bardzo, że usłyszał o nich cały świat. W ciągu kilkudniowych, bardzo gwałtownych protestów aresztowano 750 osób, w tym ponad stu cudzoziemców, którzy przyjechali wspierać protestujących. Zniszczono wiele budynków użyteczności publicznej oraz sklepów, podpalono dziesiątki samochodów. Straty spowodowane przez wandali w tylko jednym budynku szkolnym oceniono na milion duńskich koron, zaś w całej dzielnicy na setki milionów. Duńska policja wspierana między innymi przez posiłki ze Szwecji miała według niektórych doniesień wielokrotnie przekroczyć uprawnienia. A o co poszło? O stary budynek klubu młodzieżowego.
"Dom Młodzieży" był przez lata zajmowany przez grupy młodzieżowe i stał się społecznym domem kultury utworzonym na zasadzie obywatelskiej inicjatywy. W budynku starego teatru spotykali się w wolnym czasie przedstawiciele różnych subkultur. W roku 2000 władze duńskiej stolicy postanowiły sprzedać budynek organizacji religijnej, a dzikich lokatorów wysiedlić. Ci nie zamierzali się poddać i o budynek walczyli przed sądem. Wspierali ich przedstawiciele różnych środowisk, kiedy konflikt wybuchł z całą siłą, na barykadach ustawionych do obrony przed policją stawali anarchiści, antyglobaliści, ekolodzy i skłotersi z całej Europy.
Zdaniem Piotra Jabłońskiego, mieszkańca Kopenhagi, który obserwował te wydarzenia, stolica Danii wyglądała wtedy jak miasto ogarnięte wojną domową. Duński konflikt jak dotąd nie wygasł, co kilka miesięcy młodzież organizuje demonstracje, by "przypomnieć o sobie" władzom.
Duńczycy zdają sobie sprawę, że śpią na ładunku wybuchowym, którego lont może znowu zapłonąć. Jedni uważają, iż władze powinny trzymać młodzież krótko i tłumić protesty w zarodku, zaś inni twierdzą, że młodym należy stwarzać jeszcze lepsze warunki i możliwości spędzania czasu wolnego, aby nie miała powodów do protestów. Dziś wielu jest zdania, że w 2007 roku to nieudolność lokalnych władz zaostrzyła konflikt, a podczas zamieszek policja niepotrzebnie używała gazu. Oponenci uznają ich za "anarchistów". Wszyscy jednogłośnie potępiają wandalizm.
Czyja pietruszka dorodniejsza?
Każdy, kto jest lub był zaangażowany w jeden z opisanych konfliktów, obruszyłby się słysząc, że jego batalię nazwano sporem o pietruszkę. Idzie wszak o wolność, demokrację, prawdę, historię, dziedzictwo… Obcokrajowcowi zostaje tylko wzruszyć ramionami oraz zrobić kilka fotek, by potem pokazać rodzinie i skwitować: "Patrzcie, co ci Skandynawowie wyprawiają". Ze swoim krzyżem niezgody nie jesteśmy w Europie wyjątkowi, choć Polacy mieszkający w Skandynawii na prośbę o zidentyfikowanie podobnych konfliktów na swoich podwórkach w pierwszej chwili zareagowali komentarzem: "Oj, będzie ciężko znaleźć aż taki kaliber!"
Z Trondheim dla polonia.wp.pl
Sylwia Skorstad
TAGI:
norwegia
krzyż
basen
zamieszki
dania
szwecja
protest