Marek Straczyński, prezes SPK w Szkocji
Moja żona prowadzi organizację Polish Support, która organizuje w tym roku Wigilię dla osób starszych i samotnych, oraz rodzin weteranów. Wszyscy spotkają się 17 grudnia aby wspólnie poczuć świąteczną atmosferę. To będzie wyjątkowe spotkanie, bo przyjdą też Włosi i Ukraińcy. Powiem, że to liczna grupa ludzi, którzy z entuzjazmem podchodzą do polskich spraw. Całość odbędzie się w tradycyjnym polskim stylu, przy kolędach i opłatku.
Natomiast jeśli chodzi o pokolenie "2004", jak nazywamy młodą Polonię, organizujemy dla nich w tym roku opłatek bożonarodzeniowy. Rok temu postanowiliśmy 24 grudnia przygotować Wigilię dla tych, którzy nie mogli wyjechać na święta do Polski. Przyszło do nas 26 osób.
Tym razem nikt się jeszcze nie zgłosił. Pewnie część z tamtych ludzi wyjechała poza miasto, bo coraz częściej znajdują pracę w innych częściach kraju. Nie przewidujemy też zabawy Sylwestrowej, choć w ubiegłym roku taka się odbyła.
Jeśli chodzi o Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, ważny jest dla nas uroczysty obiad, który jak co roku organizujemy 4 stycznia. Zaproszony jest konsul generalny, wicekonsulowie i wielu znanych działaczy polonijnych.
Dla naszych działaczy obiad z 4 stycznia jest równie ważny, jak Święto Żołnierza czy Dzień Niepodległości. Żołnierskie obiady poprzedzone są mszą świętą ze sztandarem. Kiedyś przychodził na nie kiedyś generał Stanisław Maczek, doktor Wiktor Tomaszewski czy państwo Bielińscy.
Młodzi ludzie niestety nie garną się do spędzania czasu z kombatantami. Rozumiem ich, muszą w końcu stanąć najpierw na nogach, zarobić jakieś pieniądze, kupić może dom. Być może po tym okresie zaczną się angażować w sprawy narodowe.
Andrzej Sługocki, Belfast
Wigilię spędzę tradycyjnie razem z dziećmi. W pierwszy dzień świąt jesteśmy wszyscy razem w domu, a w drugi córka jedzie do swojego chłopaka, a druga też wybiera się do znajomych.
Od czterech lat nasze święta jednak różnią się od tego, jak spędzaliśmy je w Polsce. Główna różnica, to że wtedy był u nas dom pełen rodziny i bliskich osób, a teraz wszystkich mamy na odległość. Niestety nikt w tym roku do nas nie przyjedzie. Mimo to nie zaniechaliśmy tradycji obchodzenia Bożego Narodzenia – nie wyobrażam sobie tych dni bez rodziny.
Zastanawialiśmy się, czy nie spędzić tych dni w Polsce, ale niestety wszystko rozbiega się o pieniądze. Ceny biletów są bardzo wysokie, nawet 200-300 funtów od osoby. W trójkę robią się z tego już spore pieniądze. A kolejna sprawa to urlopy - staramy się wykorzystywać je w lecie, wtedy gdy jest ładna pogoda i można na tym skorzystać.
Potrawy na wieczór wigilijny przyrządzę osobiście – mogę powiedzieć, że jestem dobrym kucharzem. Lubię to robić, więc przygotowanie świąt jest dla mnie przyjemnością. Pomocy potrzebuję tylko przy zakupach. Niebawem zaczniemy chodzić po sklepach.
Na stole wigilijnym stanie na pewno barszczyk, krokiecik i różnego rodzaju pierogi. Starsza córka nie je ryb, dlatego przyrządzę jej odrobinę – dla siebie i młodszego dziecka. Nie potrzebuję zaopatrywać się w polskich sklepach. Może córka sama upiecze jakieś ciasto, ale nie lubimy się obżerać – więc nie trzeba jakiś ogromnych ilości.
Na pewno w Wigilię zadzwonimy do Polski. Wiem już, gdzie i o której będą wszyscy nasi bliscy, więc już zarezerwowałem czas, by złapać ich razem. Ale i tak każdy z nich dostanie wcześniej życzenia e-mailem.
Tomasz Ziemba
TAGI:
święta
boże narodzenie
polacy
wigilia
wyspy
wielka brytania
szkocja
polonia