Dlaczego?
- Nie wiem. Miasto jakieś zupełnie nie po mojej myśli. Duże, ale atmosfera duszna.
Obawiałem się, że jak przyjadę do Berlina, znowu nie będę się czuł, jak w domu. Ale na szczęście się myliłem. Zakochałem się od razu w tym miejscu. Czuję się tutaj świetnie. Berlin jest wspaniałym miastem, międzynarodowym. Jest luz, ludzie są uśmiechnięci. Nie ma pogody takiej, jak w Hiszpanii, ale jest coś takiego, co sprawia, że czuję się tu znakomicie.
A co lubisz najbardziej w Berlinie?
- W Berlinie? Co najbardziej lubię? Nie powiem:
currywurst. To pewnie każdy lubi.
Uwielbiam naturę. Mam ogromnego psiaka, owczarka podhalańskiego z którym codziennie spędzam mnóstwo czasu w parku, a Berlin ma piękne parki.
W którym parku można spotkać Wiesława Dudka?
- Ze względu na to, że mieszkam w centrum, w tygodniu chodzę do Tiergarten, a w weekendy wyjeżdżamy do Grunewald, do Poczdamu. Jestem wdzięczny losowi, że mam psiaka, bo chcąc nie chcąc muszę wyjść na świeże powietrze. Jest to wspaniały rozruch ciała rano przed naszą ciężką pracą i tak samo wieczorem, po spektaklu.
Często wracam około północy, to jest coś bardzo przyjemnego wziąć psa i wyjść jeszcze na półgodzinny spacer, pozwolić opaść emocjom, wyciszyć się po całym dniu napięcia.
Jak wygląda twój dzień?
- Nie mogę powiedzieć, że każdy mój dzień jest taki sam, ale właściwie 80% roku, to sezon, jak my to nazywamy, ponieważ nasz rok, jak rok szkolny zaczyna się w końcu sierpnia i kończy na początku lipca. Potem 6 tygodni przerwy. Codziennie zaczynamy trening o 10.30. W zależności od repertuaru, który przygotowujemy, próby są albo do osiemnastej, albo do dwudziestej, z przerwą na lunch.
Czyli ta szkoła życia, którą przeszedłeś w dzieciństwie, przydaje się teraz?
- Tak. Nie ma takiego szoku. To było świetne przygotowanie. Poza tym do dłuższego czasu dużo jeżdżę po świecie, występuje gościnnie na rożnych scenach: w Atenach, Toronto, Słowenii, Meksyku, Włoszech.
W Japonii występuję przynajmniej dwa razy w roku. Mam tam bardzo duże grono fanów, którzy piszą listy i przyjeżdżają na każdy spektakl, bez względu na to, gdzie się odbywa, czy w Tokio, czy w Osace, czy w Sapporo. Wsiadają w pociąg i są! Co jest bardzo przyjemne w tym zawodzie, to fakt, że można połączyć przyjemne z pożytecznym - podróżuję, tańczę i dzielę się moją sztuką na całym świecie. Uwielbiam podróżować, a w tym wypadku jestem zapraszany, czyli jadę do pracy w jakieś miejsce i mogę je zwiedzić.
Czy masz czas na zwiedzanie?
- Kiedy wyjeżdżam na dłuższe występy, staram się zawsze albo wylecieć kilka dni wcześniej, albo wyjechać z danego miejsca kilka dni później, żeby mieć czas coś zobaczyć.Teraz byłem po raz pierwszy w Atenach i uraczyłem swoją duszę sztuką.
Pamiętasz swój pierwszy występ?
- Nie pamiętam, kiedy to było, ale, co jest bardzo ważne, swoje pierwsze kroki na scenie stawiałem, będąc jeszcze uczniem. Miałem może dwanaście, może trzynaście lat. Są to niezapomniane chwile. Trema. Cały byłem sztywny, napięty, żeby się nie pomylić, żeby choreografii nie zapomnieć. Nie spałem całą noc. Ale dla dziecka jest to chyba jedno z najpiękniejszych przeżyć, gdy z sali, na której ćwiczymy, nagle można wyjść na prawdziwą scenę, znaleźć się w blasku jupiterów.
Pamiętam, że tańczyliśmy poloneza. Byłem nawet w pierwszej parze. To było wspaniałe. Do dzisiaj każdy występ jest nagrodą za tę ciężką pracę, gdy siedzimy po siedem, osiem godzin w sali, szlifujemy technikę. Wszystko po to, aby wyjść na godzinę, dwie na scenę, potem ukłonić się, posłuchać braw. To jest bardzo ciężki zawód. Jeśli chodzi o pracę fizyczną - jeden z najcięższych. Do tego dochodzi gra aktorska. No i trzeba uruchomić wszystkie szare komórki, żeby choreografii nie zapomnieć. Piękny zawód, ale to piękno widać tylko na scenie.
Wylane na sali baletowej litry potu, to nic przyjemnego. Naprawdę! Ale warto!
TAGI:
polak
niemcy
sztuka
kultura