Pani praca jest dla niektórych Polaków kontrowersyjna.
- Tak, bardzo.
- Zakwestionowała Pani fakt, że Anglia obiecywała pomoc w wojnie obronnej dla Polski. Stwierdziła Pani, że Anglicy użyli jedynie dyplomatycznych wykrętów, żadnych obietnic…
- Kontrowersyjność mojej tezy wynika chyba z tego, że pojęcie Polaka zagranicą jest rozumiane, jako ktoś, kto zawsze i wszędzie broni Polski. Ale to nie jest mój cel. Chcę wytłumaczyć, zrozumieć, ale nie chcę uzasadniać i bronić. Wiem, że to bardzo razi Polonię, z którą zresztą nie miałam nigdy z bardzo kontaktu. Nie będąc katoliczką, nie miałam żadnego punktu wspólnego. Poza tym miałam zupełnie skrajne od nich poglądy - byłam feministką, byłam też związana z środowiskiem studenckim walczącym o równe traktowanie osób bez względu na pochodzenie, zwalczaliśmy rasizm, antysemityzm, dyskryminację kobiet, czy osób o innych profilach seksualnych. Polonia w ogóle mi nie odpowiadała - jako moje ówczesne środowisko. Po za tym płynnie mówiłam po angielsku - nie było sensu szukać tej reduty, żeby wznieść mury wysoko i siedzieć za tymi murami. I chyba też stąd wyniknęły moje poglądy. Mówi się, że ludzie na zachodzie atakują Polskę – ja nie jestem tego pewna. Czasem atakują, a czasem to my atakujemy. Ja nie chcę tego osądzać – moim zadaniem jest zrozumieć, zbadać. Może, dlatego Polonia mnie nie lubiła i dlatego też nie ma dla mnie miejsca obecnie w Polsce. Żadna z moich książek nie została przetłumaczona na polski…
Czy to wina braku promocji, czy niechętnego stosunku Polaków do Pani tezy doktorskiej?
- Z pewnością chodzi też i o promocję, bo środowisko akademickie jest wciąż silnie zhierarchizowane. To jest normalne, na całym kontynencie, nie tylko w Polsce. Ale z drugiej strony niewątpliwie jest tak, że moje książki nie były mile widziane ze względu na brak sympatii środowiska akademickiego do mojego podejścia. Analizując politykę wielkich mocarstw nie wzięłam pod uwagę „specjalnej” pozycji Polski. Ja nie spostrzegam Polski, jako jakiegoś wyjątkowego kraju. Widzę ją, jako jeden z małych wschodnioeuropejskich krajów. I to, wydaje mi się, irytowało polskich wydawców. PAX, MON, Książka i Wiedza, wszystkie rzuciły okiem na moje prace, ale nie były nimi zainteresowane. W Anglii wydaję książki bez problemu. Na początku to mnie troszeczkę bolało, ale doszłam do wniosku, że jeżeli mnie to boli, to znaczy, że chcę się w jakiś sposób przypodobać i zdecydowałam, że to nie jest moim celem.
Pani najnowsza książka jest analizą historii współczesnej.
- Tak, ale to szersze spojrzenie również na okres wcześniejszy, żeby było jakieś zrozumienie tej ciągłości, tych różnych dyskusji politycznych.
Czy uważa Pani, że jako historyk mieszkający poza granicami kraju jest Pani bardziej obiektywna?
- Sądzę, że w Polsce mamy wielu doskonałych historyków, tylko system nie daje zbytniej swobody – nie łatwo jest się wyłamać spod opieki promotora, czy profesora, który dominuje na danej katedrze i fakt ten wpływa czasami hamująco na innych naukowców. Dlatego młodzi historycy próbują promować się w sposób bardziej dramatyczny, czasami wręcz niepotrzebny… Nie będę wymieniać nazwisk, ale są historycy, którzy chcą jak meteoryt – zabłysnąć na firmamencie. Nie ma jeszcze zwyczaju w Polsce zachęcania młodych naukowców do uwzględnienia różnych teorii historycznych. To jest chyba przyczyna braku szerszego zrozumienia pozycji Polski w świecie. Czasami są też problemy praktyczne – żeby móc się pogrążyć w badaniach, trzeba studiować archiwa przez rok czy dwa, a w Polsce nie ma pieniędzy, żeby finansować takie długoterminowe studia. Może, więc i są naukowcy, którzy chcieli zrobić to, co ja zrobiłam, ale nie dostali tej szansy. Ja mogłam sobie na to pozwolić, ponadto chodziłam na różne wykłady, nie koniecznie dotyczące Polski, żeby móc zaobserwować warsztat pracy tutejszych naukowców. I kiedy sama przedstawiałam swoje tezy np. problem Polski, to robiłam to bez osobistego zaangażowania, nie czułam się zacietrzewiona. Mogłam prowadzić rozmowę tak, jak rozmawiali ci, których obserwowałam na wykładach. Polakom jednak trudno jest wyrwać się z myślenia "obronnego".
TAGI:
wielka brytania
historia
polska
prażmowska