Mówiłeś o grze aktorskiej. Opowiedz, proszę, o aktorstwie w balecie. Aktor ma do dyspozycji różne środki wyrazu: mimikę, głos, mowę ciała. Tancerzowi w zasadzie pozostaje tylko to ostatnie.
- We współczesnym balecie liczy się w zasadzie plastyka ciała, a gra aktorska nie ma żadnego znaczenia. Są choreografowie, którzy malują ciałem, lepią jakieś bryły. Oni przeważnie chcą, żeby twarz była martwa. Natomiast w typowym balecie klasycznym, gdzie muszę przekazać jakąś rolę, rolę księcia, czy clowna, trzeba połączyć technikę baletową z grą aktorską. Połączyć tak, aby harmonijnie współgrały.
Jeżeli robię ruch ręką, to nie może być to pusty ruch, on musi coś znaczyć. Tak samo każde spojrzenie, każde odwrócenie głowy, każdy obrót. Tańcząc takie role, zawsze mam w głowie mój dialog. Gdybym miał takie urządzenie i widownia mogłaby słyszeć, co ja myślę, to byłaby rewelacja! Niestety, muszę wyrazić wszystko bez słów. Technika baletowa jest bardzo ważna, ale gra aktorska jest jeszcze ważniejsza! Na przykład Oniegin, jedna z moich najbardziej ulubionych ról.
Spektakl jest tak zbudowany choreograficznie, że ta rola z każdą minutą wspina się na sam szczyt. Wychodzi arystokrata elegancki, zimny i potem następuje przemiana. W każdym akcie Oniegin jest inny. Aż do ostatniego aktu. Tam tragedia, dramat, miłość. Takie role mi najbardziej odpowiadają, bo grając, mogę oddać wszystko.
Byłeś rzeczywiście rewelacyjny! Ciarki nam chodziły po plecach…
- O to właśnie chodzi! Trzeba tak oddać rolę, żeby widz poczuł to samo, co bohater na scenie.
Berliner Staatsballett, w którym pracujesz, to zespół międzynarodowy, multikulturowy. Są w nim ludzie z całego niemal świata. Jak wygląda praca w takim zespole?
- Musimy jakoś tak dojść do porozumienia, żeby wszyscy się dogadali. W zespole są dziewięćdziesiąt dwie osobowy dwudziestu siedmiu narodowości. Jak się to słyszy, to robi wrażenie. Ale na co dzień tego się nie odczuwa. Próby generalne są prowadzone po angielsku i niemiecku. Dlatego to nie jest ważne, czy ktoś jest z Ameryki, Japonii, czy z Meksyku.
Jednak każdy naród ma inną kulturę, mentalność i z tym jest dużo zabawy. Ludzie z Ameryki Południowej są bardziej otwarci, ciepli uśmiechnięci. Japończycy są zupełnie inni. Te kontrasty są rewelacyjne. Nie ma nudy. Jest białe i czarne, ktoś się śmieje, ktoś płacze, lecz zawsze można się porozumieć.
Bo łączy was wspólna płaszczyzna?
- Łączy nas taniec. Jest to taki zawód, że jeśli chcesz wyjechać do Australii, to pracę znajdziesz na pewno i nie musisz kończyć żadnych ekstra studiów. Robisz to samo, co robisz w Berlinie, tylko w Australii.
Przy tylu występach, zdarzyły ci się na pewno takie, które zapamiętałeś na zawsze…
- O! Gdybym chciał opowiadać o takich zdarzeniach, to pewnie musielibyśmy tu jeszcze ze dwie godziny siedzieć! Oczywiście na scenie nie jest wcale do śmiechu, ale potem śmiejemy się do łez. Kiedyś tańczyłem w takich butach jazzowych i w połowie tańca, a miałem dość trudną i skomplikowaną wariację, po prostu zgubiłem but!
I co zrobiłeś?
- Zostałem w jednym bucie i tańczyłem dalej w skarpecie.
A zdarzyło ci się upuścić partnerkę?
- Nie zdarzyło mi się. Daję partnerkom stuprocentową pewność!
W Nauczono mnie w szkole, że cokolwiek się stanie, winien jest zawsze partner.
Czyli polska rycerskość! Ale zdarzają się takie przypadki?
- Tak. Dziwne tylko, że takie przypadki zdarzają się ciągle tym samym ludziom.
TAGI:
polak
niemcy
sztuka
kultura