Malarstwo Sekany ma w sobie dużo elementów sztuki nowoczesnej, między innymi surrealizmu i symbolizmu. Wiele ekspresji dodają mu używane przez nią żywe kolory i kształty geometryczne. Świat z jej obrazów przypomina często ilustracje do baśni lub książek dla dzieci. Niektórzy znawcy sztuki przyrównują jej twórczość do takich artystów jak: Miró, Kandinsky, Klimt i Picasso.
- Oni przecież też byli podobni w swojej twórczości do kogoś, kto malował wcześniej. W naszym świecie już prawie wszystko zostało powiedziane. Jednak mamy różną wrażliwość indywidualną, mimo że używamy, na przykład, podobnych kolorów. Kiedy jako młoda osoba zaczęłam malować, nie miałam pojęcia, kim był Picasso czy Miró. Pamiętam, że w tamtym czasie ktoś przyszedł oglądać moje prace i powiedział mi, że pewnie to skopiowałam z tych znanych artystów. A ja nawet ich wtedy nie znałam, nie widziałam ich prac – wspomina Sekana.
Nie ma swojego ulubionego artysty. I nie dlatego, że taki nie istnieje. Owszem, niektórych lubi i podziwia, ale nie jest w tym, co robi pod wpływem żadnego twórcy. Każdy artysta jest indywidualistą i opiera się na własnych niepowtarzalnych doznaniach. Uważa, że urodziła się z własnym talentem, darem od Boga, zatem nie potrzebuje wzorować się na innych. Kolorystyka oddaje wnętrze Sekany i jej odczucia w momencie tworzenia obrazu. Niewątpliwie zauważa się to w pracy zatytułowanej "Moja córka i ja",
z którego wypływa dużo optymizmu, miłości i energii witalnej. Królują odcienie niebiesko-białe, żółte, czerwone oraz zielono-czarne. Technika kolażu, m.in. fragmenty zdjęć rąk i oka artystki, wycinki z gazety z napisem "naturals" i inne.
Artystka uwielbia używać najróżniejszych materiałów – przez co wyraża całą siebie. W przeciwieństwie do innych, nie stosuje płócien specjalnie przygotowanych do malowania. Sekana maluje na materiale z wełny, który sama przygotowuje. Lubi mieszać kolory i techniki. Pamięta, że jako dorastająca dziewczyna malowała najróżniejszymi rzeczami, stosowała nawet jedzenie, choćby herbatę czy ketchup. Teraz używa, np. skórek z awokado, jak we wspomnianym wcześniej obrazie "Icona". Proces powstawania obrazu jest niesamowicie ważny dla Sekany. Artystka mocno podkreśla, że jest pod wielkim wrażeniem samego procesu tworzenia.
W obrazie "Moja córka i ja" nawiązuje do swojej wyjątkowej relacji z córką Darią, która jest utalentowaną artystycznie młodą osobą, mieszkającą i studiującą w Oregonie. Sekana przyjechała do Stanów Zjednoczonych w 2001 roku, bo tam mieszkały jej dzieci. Wcześniej, przez dwa lata, przebywała w swoim rodzinnym kraju, w Czarnogórze, po wcześniejszym dziewięcioletnim pobycie w Egipcie. Przyznaje, że początki w Ameryce były dla niej bardzo ciężkie. Została okradziona ze swoich prac i walczyła o nie parę lat w sądzie. Wspomina, że był nawet czas, kiedy mieszkała ze swoją dorastającą córką w przytułku. W Stanach nie znajduje inspiracji artystycznych. Jako emigrantka, czy to w Egipcie czy w USA, wciąż musiała i musi wielokrotnie udowadniać kim jest, przede wszystkim jako artystka. To jest dla niej męczące.
Sekana Radović nie byłaby szczęśliwa, gdyby nie mogła wyrażać samej siebie poprzez sztukę. Nie czuje się w pełni wolna w społeczeństwie, ale kiedy tworzy, nie jest w żaden sposób ograniczana. Akt tworzenia daje jej poczucie prawdziwej wolności. Dlatego, między innymi, nigdy nie wykonuje prac na zamówienie – nie jest w stanie malować na czas i z narzuconym tematem. Nigdy nie wie, jak i ile czasu potrwa tworzenie danego obrazu. Tu nie ma żadnych reguł. Cieszy ją, jeśli jej sztuka ma pozytywny i dobry wpływ na człowieka, szczególnie młodego. Lubi tak pomagać ludziom, także tym, którzy chcą stać się artystami.
Artystka nie robi wielkich planów na przyszłość, bo – dodaje – można planować, ale i tak ostatecznie wszystko zależy od Stwórcy. Na razie mieszka w Chicago, głównie ze względu na córkę. Syn Filip wrócił do Europy i mieszka obecnie w Serbii. Sekana chciałaby pojechać do Kanady. Jest wdzięczna Bogu za wszystko, co ma. - Modlę się codziennie do Boga, żeby nie zabrał mi moich dzieci i talentu - przyznaje z uśmiechem na koniec.
Anna Jędrysek
TAGI:
sztuka
malarstwo
wystawa
usa