Á propos partnerek. Jedna stała się twoją szczególnie ulubioną …
- Partnerka sceniczna stała się partnerką życiową, z czego jestem bardzo zadowolony.
Wprawdzie istnieją w środowisku baletowym przesądy, że pary przenoszą swoje nieporozumienia na scenę, ale mnie wydaje się, że jeżeli jedna połowa rozumie drugą połowę, to naprawdę nie ma żadnego problemu. Moja dziewczyna jest Japonką. Nazywa się Shoko Nakamura. Znaliśmy się już dawniej, ale może przez tę inność japońskiej kultury trudno było mi zajrzeć do jej wnętrza.
I jak to się stało? Nagle trzymałeś ja w objęciach i…
- Bywały bardziej romantyczne spektakle. To wszystko było w ramach pracy, aczkolwiek można było poczuć coś więcej, jakieś dodatkowe emocje, oczy bardziej błyszczały…
Pewnego razu tańczyliśmy "Kopciuszka". Miałem złamany nadgarstek i zabandażowaną rękę. Po tym spektaklu Shoko dostała promocję i została pierwszą solistką. Powiedziałem: "Zobacz, tańczyłaś z inwalidą i zostałaś pierwszą solistką!" i jakoś tak…
Wprawdzie wyjechałeś z Polski nie za chlebem, ale za sztuką, jednak tak, czy owak można cię nazwać emigrantem. Jak się czujesz w tej roli w Berlinie? Nie ogarnia cię nostalgia, tęsknota za krajem?
- Trudno czuć tęsknotę, gdy w Berlinie jest tylu Polaków, a Polska tak niedaleko.W weekendy często wsiadam w samochód i za dwie godziny jestem u rodziny, a mam dużą rodzinę: pięć sióstr i dwóch braci.Może gdybym wyemigrował na inny kontynent, moja tęsknota byłaby większa. W tym naszym Berlinie czuję się jak w domu.
Pozostało mi jeszcze zapytać o plany na przyszłość…
- Z natury nie jestem człowiekiem, który myśli jednotorowo. Zawsze mnie interesowało mnóstwo rzeczy naraz. Zrobiłem w Berlinie dyplom masażysty. W Stuttgarcie zrobiłem dyplom pedagogiczny. Mogę zatem uczyć w szkole baletowej. Od roku daję lekcje u nas w teatrze. Nie mogę powiedzieć, co będę robił, kiedy przestanę tańczyć. Zdaję sobie sprawę, że nie będę tańczył do setnej rocznicy urodzin, więc już dzisiaj próbuję różnych kierunków.
Moim nowym pomysłem jest projekt stworzenia spektaklu baletowego. Szukam ciągle czegoś, w czym będę czuł się najlepiej. Nie wiem. Na razie mam plany krótkoterminowe na najbliższe trzy lata. Może założę rodzinę i wyjadę do Japonii. Nie wiem. Cieszę się z każdego dnia i jestem ciekaw, co mi się wydarzy. Czy będzie śmiech, czy płacz? Wszystko jest
w życiu ważne! Jestem optymistą, patrzę na świat pozytywnie. Nawet jak zbierają się czarne chmury, to wiem, że gdzieś za nimi jest słońce.
I taką receptę na życie zostawmy naszym miłym czytelnikom. Dziękuję bardzo za rozmowę.
TAGI:
polak
niemcy
sztuka
kultura