Będą musieli nauczyć się polskiego, żeby napić się kawy

  Irlandia


Polski Express, dodano: 2009-09-22 (15:22)

DrukujAAA

Polacy wyjeżdżają, opuszczają tonący okręt, powiada się. Już mam wizję drobiących po lotnisku rodaków obarczonych torbami i bagażem wszelakim... Każdy klient, każdy rozmówca pyta mnie, czy to zauważalne. Zastanawiając się nad odpowiedzią, poddaję się migawkowym przebłyskom rozmów z bliższymi i dalszymi znajomymi, z których wynika niezbicie, że taka tendencja istnieje. Wyjechali nasi sąsiedzi, bracia, kuzynostwo.

Do powrotu na ojczyzny łono gotują się kolejni pociotkowie. Z tego należało by wnosić, że tendencja istnieje – słyszalna, jak najbardziej: z drugiej lub trzeciej ręki, ale czy widoczna?

Jadę na zachód – znowu na zachód, w lewo, jak niegdyś. Najpierw do Shannon, bo tam można polatać, potem do Doolin, bo tam zaczęła się moja irlandzkość. Znajomych odwiedzę, pokażę mojemu najlepszemu Irlandię, jakiej nie zna.

Monotonia drogi krajowej z Dublina do Limerick przerwana zaledwie kilkoma rondami, z których większości jeszcze nie widziałam. Najbliższa kawa w McDonald’s na obrzeżach jednego z większych miast na tej trasie. Obsługa – Polki. Kolejny przystanek i kolejna kawa – Shannon, jakiś lokalny O’Brien’s: obsługa – Polki. Sprzątaczka – Polka. Nasz cel w Shannon – świetne, choć ukryte na niedostępnym uboczu, centrum szkolenia pilotów-amatorów. Rozglądam się z niepokojem szukając Magdy, bądź Asi, na próżno.

Już prawie oddycham z ulgą, sądząc, że nasycenie rodakiem jest niestuprocentowe, gdy przemiła pani opowiada nam o jakimś precedensowym przypadku robiącego prywatną licencję pilota Polaka. Diabli wiedzą dlaczego, wziąwszy pod uwagę, że jest święcie przekonana, że my sami jesteśmy Włochami. Następny przystanek – Doolin. W razie tzw. W-u nie idziemy do pubu, i spędzamy fantastyczny wieczór w towarzystwie naszych znajomych. Późnym rankiem dnia następnego wyruszamy w poszukiwaniu śniadania. Jest po 12, więc szanse są marne, ale pamiętam, że ze względu na lokalne zwyczaje w Ennistymon serwowano all-day breakfast.

Kafejka, która miała taki zwyczaj, już go porzuciła. W odruchu byłej autochtonki wchodzę do wioskowego sklepu zapytać, czy może wiedzą gdzie można o tej godzinie zjeść śniadanie, takie full Irish fry-up. Pani za ladą wzbudza moje podejrzenia ze względu na ilość barw na głowie. Raz kozie death, myślę, i pytam niewzruszona – czy wie gdzie by tu... itd. Pani na to, czy ja ‘chcem cuś na śniadanie kupić’ (tłumaczenie dowolne). Nie chcem, myślę sobie, i z zimną bezczelnością powiadamiam panią, że chyba nie będzie w stanie mi pomóc. Plakietka na mundurku głosi imię nie pozostawiające wątpliwości, co do narodowości w/w pani. Trudno, myślę, wobec tego pojedziemy na lunch do Lahinch.

Pierwszy z brzegu pub, pierwsze z brzegu irlandzkie danie, bo to wycieczka kulturalno-oświatowa miała być, i pierwsza z brzegu kelnerka - Polka. W trakcie spożywania lunchu wysłuchaliśmy głębokiej a interesującej konwersacji około 3 polskich kelnerek, jednego barmana oraz pana, który wydawał się być odpowiedzialny za dostarczanie artykułów spożywczych do onego establishmentu. Po polsku i ze wszystkimi możliwymi ozdobnikami.

Więc kto, konkretnie, wyjechał? Jak to jest, że w tym kraju, z którego Polacy uciekają jak wyżej wspomniane szczury, nie można wejść do wioskowego sklepu, żeby nie natknąć się na "swojaka"?

Nasycenie rodakiem to nie ujma, ani nie rozczarowanie. Czasami jednak ponosi człowieka nerw nieokiełznany, gdy, usiłując najprostszą rzecz na świecie załatwić, napotyka opór w postaci polskich niespełnionych magistrantek. Przykład – znowu kawa, znowu firma znana z marnej jakości hamburgerów. Forma usługi: drive thru, aby użyć wersji oryginalnej. Pani odbierająca zamówienia: Joanna. Pani wydająca: Irena.

Irena wydaje dwie herbaty zamiast dwóch Late. Następnie kłóci się (w miarę swoich możliwości), że to ja złożyłam takie zamówienie. Pyta, czy cukier. I owszem. Nie daje. Proszę o chusteczki, pani podaje rachunek. Proszę raz jeszcze o chusteczki i cukier. Pani obraża się jak ekspedientka z Bulhakowa. Podaje chusteczki, 10 cukrów i prawie podbija mi oko wzrokiem. Wściekła pytam panią, czy następnym razem mam mówić po polsku, żeby mnie należycie obsłużono. Nie czekając na odpowiedź odjeżdżam, nie mając siły zwrócić pani uwagi na to, że wydała mi cudzy rachunek opiewający na około 10 razy więcej niż wynosiło moje zamówienie. Wychodzi na to, że nie tylko Polacy z Irlandii nie wyjeżdżają, ale wkrótce wszyscy będą zmuszeni nauczyć się naszego języka po to tylko, żeby się podłej kawy napić.

A może kwestia w tym, że wyjechali nie ci, co trzeba...

Urszula Ui Sirideain

TAGI:  praca  społeczeństwo  kryzys  irlandia  polonia 

oceń
0
0
Podziel się
zobacz ranking


Opinie

Ocena: 0 [0]
~driver [2009-11-23 17:02]

Brak znajomości języka
Jeśli naprawdę wszyscy cię nie rozumieją, to może ty zacznij uczyć się angielskiego bo to na wyspach się przydaje. I porzuć chamski charakter.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Bzydek [2009-10-18 13:53]

...żeby napić się kawy...
...wcale nie trzeba znać jakiegokolwiek języka-można być głuchoniemym i niewidomym.Pani Ulu Sraidam ma pani b.wysokie mniemanie o sobie i nie jest pani osobą kontaktową.Mam odwagę myśleć że ma pani problem w kontaktach z samą sobą.Więcej serdeczności i wyrozumiałości dla drugiego człowieka jeszcze nikomu nie zaszkodziło,wręcz przeciwnie,przynosi same profity.Proszę nie szukać sukcesó na niwie do której pani jeszcze nie dorosła.Pozdrawiam.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Polak [2009-10-16 15:43]

riposta
Nic dodac nic ujac , macie racja wielka znawczyni obyczajow sie znalazla , daje jej dwa tygodnie i ojczystego jezyka zapomni . Jestem jak to mowia zwyklym kierowca ala w autku na przedniej szybie wisi wielki napis POLSKA i ja sie tego nie wstydze ze bylam , jestem i bede POLAKIEM . To ciebie trzeba sie wstydzic .

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~tłok [2009-09-23 00:38]

Tłoki
Same tłoki jada do Irlandi bez jezyka w mysli że kasalezy na ulicy. Do Polski marsz!!

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~nikt [2009-10-02 14:55]

Bez przesady, co jak co, ale kawa w macu jest całkiem dobra. Nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek dał mi herbaty zamiast kawy. Więc nie wiem o co chodzi

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ola [2009-09-26 04:46]

polacy w Irlandii
Autorka ma troche racji, pojechalam do Trlandii jaki turystka 4 lata temu i nie mialam problemu z porozumiemiem sie dopoki nie trafilam na Polakow, zapytani o droge nie wiedzieli co odpowiedziec poniewaz nie rozumieli co do nich mowie ale Polacy ktorzy pracowali w sklepach czy restauracjach mowily dobrze po angielsku. Prawda zawsze lezy po srodku ; jedni chca sie uczyc i przystosowac inni nie, przykro jest to powiedziec ale tych co nie chca sie uczyc jest wiecej i oni wlasnie wyrabiaja nam Polakom zla opinie. Nauka i tolerancja to klucz do sikcesu a Polacy najczesciej uwazaja ze jak ktos jest inny to musi byc glupi!!!!

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~aq [2009-09-29 12:19]

aa
i jeszcze jedno zdecyduj sie albo piszesz po polsku albo po angielsku bo niezla wioche robisz

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
morob [2009-09-29 12:00]

aa
to ty u polanskich po angielsku zamawiasz chyba cie w glebi boli ze jestes polka bo nawet dupy sadzac po nazwisku dalas obcokrajowcowi nie oceniaj bo sama zosaniesz oceniona zal mi cie

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Riko [2009-09-22 17:48]

Wielka Irlandka się znalazła....
Wielka irlandka się znalazła, tAka światowa. Sądząc po nazwisku pokrecilas tylkiem pare razy i irol Cię wziol, wyrwał pewnie z jakiegoś chlewu a teraz wielka irlandka. Dobrze ze polskiego nie zapomnialas jesZCze. Żal mi takich ludzi jak ty.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~vigorvitae [2009-09-22 16:37]

Idz sie leczyc kobieto!
Zes bzdur tu naopisywala ze szok. Szkoda slow na Twe babskie zagrywki. Urszula Ui Sirideain??? Po jakiego h...a sie tam pchasz skoro Ci tak zle? Pojezdzij po Polsce - tysiac razy ciekawszy kraj!!! Zero szacumku mam dla Ciebie!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~kafel [2009-09-22 16:33]

Bujna masz wyobraźnie, dziwewczyno.
Zajmij się czymś pożyteczniejszym, zamiast kocopoły wypisywać. Może ty nie do irlandii, a na mazury pojechałaś, tylko wciągasz za dużo?

odpowiedz

Kto wyjechał, a kto został?
Kto wyjechał, a kto został? (fot. Polski Express)

Baza wiedzy

  • Jak znaleźć pracę za granicą?
  • Jakich dokumentów potrzebujesz?
  • Jak uczyć dzieci polskiego? Gdzie jest polski kościół?
Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziesz w naszej bazie wiedzy

Sonda

Czy władze Ogniska Polskiego powinny sprzedać jego siedzibę?


Pogoda

Dublin

Dublin +18+12°C

Więcej w serwisie:
pogoda.wp.pl

Kursy walut

$ USD 3,4589 -0,55

£ GBP 5,4178 -0,58

€ EUR 4,3510 -0,35

Więcej w serwisie:
waluty.wp.pl

Newsletter

Zapisz się na newslettera:

Szukaj w serwisie

Który kraj Cię interesuje?

mapa Wybierz z listy kraj, z którego informacje Cię interesują:

Galerie

wszystkie galerie

Wasze komentarze

WP pisze tylko

WP pisze tylko o takich sensacyjnych bzdurach a nie o konkretnych sprawach. Olać ten portal niech za... do 67 na minimalnych pensjach.

więcejDodał: andre, godz. 23:24

co

co to sie robi pederasta w radzie parafialnej, czy w tej austrii nie ma już zdrowych ludzi ?

więcejDodał: ilona, godz. 15:00

Coś wam opowiem.

Coś wam opowiem. Fakt jest koło 24, słucham sobie TV info na antenie dokument "Co się stało z naszym zjazdem" ( chyba jakoś tak ). Tv mały lcd może 5w głośniki. Lato zeszłego roku, są prace przy ocieplaniu budynku, mam balkon otwarty, ale...

więcejDodał: Gość, godz. 14:22

Partnerzy medialni

Archiwum

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Maj 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3