Nie ma chyba malucha, które nie marzyłby o takim wpisie w CV: "opiekun koali". Jak dostałaś tę pracę?
- Na SGGW studiowałam na wydziale nauk o zwierzętach. Mieliśmy obowiązkowe praktyki w zoo. Mnie los rzucił do
Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Już po kilku dniach wiedziałam, że chcę pracować w zoo. Niestety, o pracę w polskim zoo nie było tak łatwo, bardzo trudno znaleźć wolny etat. Przez kilka lat imałam się, więc różnych zajęć cały czas mając poczucie, że to niedokładnie TO.
Jak Polka matkuje koalom - "nie wolno dotykać uszu!" - zobacz zdjęcia.
Skąd pomysł wyjazdu do Australii?
- Wyszedł od mojego narzeczonego. Bardzo chcieliśmy poznać inne miejsca na świecie. Decyzję podjęliśmy w ciągu dwóch tygodni, narzeczony poprosił o przydział na stanowisko Australii w obrębie swojej firmy. I tak znalazłam się w Brisbane.
Od razu pomyślałaś o pracy w zoo?
- Tak. Wysyłałam masę CV, ale niestety nikt nie miał ochotę sprawdzać moich polskich referencji. Telefon milczał. Po miesiącach bezskutecznego pukania do różnych drzwi postanowiłam spróbować innej drogi. Zgłosiłam się do najbliższego zoo, jako wolontariusz. Wystarczyło wypełnić aplikację, by mnie przyjęto. Od pierwszego dnia mówiłam wszystkim, że moim celem jest stałe zatrudnienie. Udało się już po dwóch miesiącach, wreszcie zauważono, że mam odpowiednie wykształcenie i praktykę w pracy w zoo. Potem okazało się, że każdy pracownik zoo zaczynał, jako wolontariusz.
Chciałaś pracować z koalami, czy taki dostałaś przydział?
- O pracę z koalami było najłatwiej. Park, w którym pracuję, jest największym parkiem koali na świecie. Mamy tu populację 130 osobników. Każdy nowo przyjęty pracownik ma obowiązek zaczynać od pracy z tymi sympatycznymi zwierzakami, to jakby pierwszy stopień wtajemniczenia.
Co należy do twoich obowiązków?
- Osoby odwiedzające zoo mają możliwość zrobienia sobie zdjęcia z koalą. Zadaniem "keeperów" jest między innymi poinstruowanie gości, jak należy to robić, by doświadczenie było bezpieczne i przyjemne dla obu stron. Aby móc wykonywać to zadanie, trzeba przejść dwudziestogodzinne szkolenie. Dziennie robimy około 500 zdjęć.
Powiedz nam, jak trzymać koalę, by się nie obraził?
- Zachowywać jak drzewo, stać spokojnie, nie potrząsać "misiem", nie kołysać go, tak jakby się chciało pokołysać niemowlę. Koale nie lubią, gdy dotyka się ich głów, szczególnie uszu. Kiedy walczą ze sobą, gryzą się w uszy, zatem ta część ciała jest dla koali terytorium specjalnie chronionym. Nie lubią też być za mocno przytulane, potrzebują przestrzeni.
Czy one lubią dotyk?
- Nieszczególnie. Nie można ich porównać np. do kotów, które mruczą od czułego głaskania. Dlatego ważne jest, by przestrzegać ściśle grafiku. Każdy koala może "pracować" z gośćmi tylko 30 minut w ciągu dnia i co 3 dni ma wolne. Do zdjęć z ludźmi nie bierzemy zbyt młodych "misiów" oraz karmiących koali. Poza tym trudno tu mówić o cechach gatunkowych, bo to, co mnie w koalach zdziwiło najbardziej, to fakt, że one mają bardzo różne temperamenty. Niektóre nie mają nic przeciwko ludzkiemu dotykowi, inne reagują nerwowo.
Czego przeciętny człowiek o koalach nie wie?
- Że zwierzątko nie musi pić, wystarczy mu woda zgromadzona w zjadanych liściach. Aborygeni nazywają je "koara", czyli w wolnym tłumaczeniu: "nie pije". Mało, kto zdaje sobie sprawę, że koale bywają bardzo aktywne, oczywiście, kiedy akurat nie śpią, a śpią od 18 do 20 godzin na dobę. Potrafią skakać między drzewami na odległość 1,2 metra! Te skoki są bardzo widowiskowe. Koale mogą być bardzo ruchliwe, a czasem agresywne - gryzą i drapią, wydają też bardzo śmieszne, charakterystyczne dźwięki. Przeciętny człowiek myśli też, że koale śpią tak dużo, bo są odurzone przez substancje zawarte w ich ulubionym pożywieniu. To mit! Koale śpią tak dużo, bo liście eukaliptusa mają niewiele wartości odżywczych. To trochę tak, jakby człowiek jadał tylko sałatę - też potrzebowałby wielu godzin snu, by zaoszczędzić kalorie.
TAGI:
polka
australia
zoo
praca
koala
emigracja
kariera
zwierzęta