Anna Frąckiewicz, Edynburg
Zawsze w Edynburgu koło SPK organizuje spotkanie opłatkowe. Z początkiem stycznia ksiądz z naszej parafii zaprasza również na wieczór kolęd, na który przychodzi cała masa ludzi. Tak więc są dwie polskie uroczystości.
Polacy są w Szkocji bardzo dużą społecznością w łączą się w tych dniach, by być ze sobą bliżej w czasie świąt. W komitecie kościelnym można dostać opłatki – zwykle dostaję je nie tylko dla siebie, ale również dla swojej rodziny i przyjaciół.
Od lat nic się nie zmieniło, tradycje mamy ciągle te same. W Edynburgu mieszkam od wojny, był kiedyś ze mną mój mąż, ale teraz jestem wdową. Razem urządzaliśmy Wigilię tak, jak należy. Dla samotnych osób zawsze były organizowane wieczory wigilijne w Domu Kombatanta, ale od jakiegoś czasu ludzie świętują już tylko w domu. Na szczęście pozostał opłatek kombatancki, który zawsze kojarzył mi się z bardzo przyjemną uroczystością.
Ja osobiście wyjeżdżam do Anglii, bo tam teraz mieszka moja rodzina. Właściwie mam w tej chwili pół-polską rodzinę, bo syn jest Polakiem, ale jego żona Angielką. Musieliśmy się więc podzielić tradycjami i wieczór wigilijny obchodzimy po naszemu, a Christmas Day już po brytyjsku. Prezenty pod choinką są więc dwa razy, więc nikt nie narzeka.
Zbysław Mijas, Glasgow
Nie mogę powiedzieć, bym obchodził święta w wyjątkowy sposób. Wigilię spędzę w domu samotnie, w spokoju, bo nie mam rodziny ani bliskich znajomych.
W Glasgow jest Klub Sikorskiego, gdzie kiedyś na okrągło odbywały się spotkania towarzyskie i tam obchodzono święta. Mogę powiedzieć, że zaliczałem się do bywalców tego miejsca. Nawet nie wiem, czy coś się tam dzieje – jeśli tak, to pewnie na bardzo małą skalę. Starsi ludzie umierają, a młodzi mają swoje miejsca i wolą świętować na własną rękę. Sam przeprowadziłem się kilka mil za Glasgow, więc w życiu towarzyskim nie biorę już udziału.
Pamiętam też Klub Komendanta – w samym śródmieściu, przy parku. Należałem tam przez pewien czas i te miejsce najbardziej zapadło mi w pamięci. Jak pamiętam, najlepszy okres dla klubu przypadł na lata 60-te. Oprócz klubu była jeszcze restauracja, a nawet wspólna sala noclegowa. Ludzie przyjeżdżali nawet na kilka dni, aby spędzić święta w swoim towarzystwie. Później Większość z tego wszystkiego została sprzedana.
Ale o Glasgow mogę powiedzieć, że bywałem tam gościem. Większość życia pracowałem w różnych miejscach Wielkiej Brytanii, nawet na szkockiej wyspie Skye. W latach 60-tych przeniosłem się do Londynu. Byłem jednym z fundatorów POSK-u, działałem przy parafii św. Andrzeja Boboli i właśnie tutaj spędziłem większość "polskich" świąt. W Londynie spędziłem w Londynie aż 26 lat, a po powrocie do Szkocji przepadły niemal wszystkie dawne znajomości.
Ale i tak z sentymentem wspominam pierwszą Wigilię w Glasgow, gdy przyjechaliśmy zaraz po wojnie. Przez długi czas mieszkaliśmy z kolegami w hostelu i święta mogliśmy urządzić sobie tylko na własną rękę. Dosyć się staraliśmy, aby było domowo i rodzinnie, ale wieczór i tak zakończył się w jednym z pobliskich barów.
TAGI:
święta
boże narodzenie
polacy
wigilia
wyspy
wielka brytania
szkocja
polonia