Jarmark odbywa się nie tylko na wileńskiej Starówce oraz wokół placu Katedralnego, ale też na całej alei Gedymina (była ul. Mickiewicza) jak długa i szeroka ona jest. Zaś na placu Łukiskim organizowany jest Kaziuk Alternatywny, czyli młodzieżowy. Tymczasem przed wojną, w polskim Wilnie, jarmarki odbywał się głównie na placu Łukiskim.
W tegorocznym jarmarku bierze udział ponad dwa tysiące rzemieślników oraz twórców ludowych nie tylko z całej Litwy, ale też z Polski, Białorusi, Ukrainy, Łotwy, Estonii, Węgier. Przyjechali też Indianie z Ameryki Południowej, którzy w tradycyjnych pióropuszach przedstawiali indiańską twórczość ludową.
Mimo rozmachu, z jakim jest organizowany tegoroczny Kaziuk oraz tłumów zwiedzających, rzemieślnicy i handlowcy przyznają, że kupujących jest znacznie mniej niż rok wcześniej. Większość ludzi przychodzi na Kaziuka obejrzeć rękodzieła, ale nie wielu z nich decyduje się na zakupy. A wybór jest wręcz ogromny. Od tradycyjnych palm wileńskich, które zazwyczaj królują na Jarmarku Kaziukowym, przez wyroby garncarskie, wikliniarskie, kowalskie po chińską tandetę a’la Kaziuki – biżuteria, wyroby tekstylne i ze skóry.
Na zwiedzających czeka też wyśmienite jadło i grzane piwo domowej roboty sprzedawane w prowizorycznych karczmach ulicznych. Zaś rybacy z pomorza oferują wędzoną rybę prosto z łodzi "zakotwiczonych" przy alei Gedymina.
W tym roku na Kaziuki do Wilna przyjechało też wielu Polaków z Pomorza, Mazowsza oraz Zakopanego. Na jarmark przywieźli pieczywo, wędliny, wyroby ze skóry oraz tradycyjne oscypki. I chociaż ich wyroby na ogół cieszyły się dużą popularnością, nie brakowało też kupujących, którzy początkowo zachwyceni towarem, z pogardą odwracali się od polskich stoisk, gdy tylko dowiadywali się, że jest to towar polski. Niektórzy na odchodne pogardliwie rzucali, że z zasady nie kupią "bo polskie".
Na straganach dominował jedna tradycyjny kaziukowy towar – wyroby wikliniarskie, garncarskie, drewniane łyżki oraz obwarzanki i palmy, które są symbolem Kaziuków Wileńskich.
Jarmark kaziukowy rozpoczął się w piątek i potrwał do niedzieli. Symboliczna ceremonia otwarcia z udziałem władzami miasta odbyła się na alei Giedymina przed gmachem Teatru Narodowego. Tu też przez cały czas trwania jarmarku były organizowane przedstawienia oraz pokazy artystyczne. Można tu było podziwiać kunszt bojowy rycerzy z klubu rekonstrukcji historycznej "Antikos karys" oraz obejrzeć przedstawienie znanego maga Jonasa Zilelisa.
W sobotę aleją Gedymina od placu Niepodległości do placu Katedralnego przeszedł barwny kaziukowy korowód. Nawiązuje on do tradycji sprzed kilku wieków, kiedy to organizowano ulicami Wilna pochody ku czci patrona Litwy św. Kazimierza. Kaziukowy Jarmark wywodzi się właśnie z tych pochodów na część kanonizowanego syna Kazimierza Jagiellończyka, który pod koniec XV wieku w Wilnie praktycznie sprawował władzę jako królewski namiestnik. Słynął on ze swojej wyjątkowej pobożności. Zmarł 4 marca 1484 roku w wieku 26 lat. W 1602 roku został kanonizowany. W tym też czasie narodziła się tradycja pochodów, do których później dołączyli rzemieślnicy oraz kupcy.
Pierwsze jarmarki odbywały się na placu Katedralnym, gdyż św. Kazimierz jest pochowany w jednej z kaplic Katedry Wileńskiej. Od początku ubiegłego stulecia jarmark przeniósł się na plac Łukiski.
Po wojnie jarmark kaziukowy był wyrugowany z placów i ulic wileńskich. Jego prowizoryczną kontynuacją były dni handlowe na targowiskach wileńskich, głównie przy ulicy Kalwaryjskiej. Właśnie tu na początku marca pojawiali się rzemieślnicy ze swoimi wyrobami, a podwileńskie palmiarki przywoziły palmy.
Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości Kaziuk Wileński powrócił na ulice miasta. Od lat tradycyjnie odbywa się na Starówce, na ulicach Zamkowej, Wielkiej oraz na placu Ratuszowym.
Stanisław Tarasiewicz
TAGI:
litwa
wilno
jarmark
kaziuki
tradycja
historia