28 marca w Pałacu Królewskim w Oslo odbyło się spotkanie króla Haralda V z naukowcami z Wielkiej Brytanii, Polski i Norwegii. Historycy z trzech instytutów zaprezentowali norweskiemu monarsze wyniki dwuletniej pracy. Choć spotkanie miało charakter nieoficjalny, zadecydowano, że nadszedł czas, by dać naukowcom zielone światło do opublikowania wyników badań.
Profesor Maciej Maligłówka z Zakładu Historii Krajów Skandynawskich Instytutu Historii i Archiwistyki UMK w Toruniu, który był obecny na spotkaniu, nie kryje podekscytowania, mogąc opowiedzieć, o odkryciu, którego dokonano na początku 2007 roku w Wielkiej Brytanii.
- Przyznam, że początkowo aż nie mogłem uwierzyć w autentyczność odnalezionych dokumentów – opowiada. – Odkrycie o takiej wadze jest dane historykowi raz w życiu. Dziś nie mam żadnych wątpliwości, że norwescy monarchowie od czasów królowej Maud mają w sobie polską krew.
Romans ukrywany przez dziesięciolecia
14 stycznia 2007 roku darczyńca, który pragnął zachować anonimowość, przekazał do biblioteki angielskiego Institute of Historical Research (IHR) dokumenty pochodzące z połowy XIX wieku. Wśród nich był pokaźny zbiór listów, zapiski sekretarza króla Edwarda VII oraz kilka dokumentów opatrzonych klauzulą tajności. Gdy Brytyjczycy zorientowali się, z jakiej wagi świadectwami historycznymi mają do czynienia, skontaktowali się z historykami z Polski oraz Norwegii. Od maja 2007 roku prace badawcze były prowadzone jednocześnie przez trzy niezależne grupy naukowców.
- Od razu skontaktowaliśmy się z kolegami z Poznania oraz Gdańska i utworzyliśmy grupę roboczą – opowiada profesor Maligłówka. – Prowadziliśmy coś w rodzaju śledztwa, kontaktując się z instytutami historycznymi w całej Europie. Wyniki były dużym zaskoczeniem. Romanse na dworach królewskich były rzeczą bardzo powszechną, w tym sensie historia pochodzenia królowej Maud nie jest ogromnym zaskoczeniem. Genealogia europejskich rodów królewskich kryje wiele wstydliwych tajemnic, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Niezwykłe było to, że w tym przypadku zachowała się tak bogata dokumentacja, z którą mogliśmy pracować. Komuś zależało na tym, by w swoim czasie prawda wyszła na jaw.
Królowa Norwegii Maud, babcia obecnie panującego króla Haralda V, oficjalnie była córką brytyjskiego króla Edwarda VII i jego żony, duńskiej księżniczki Aleksandry. Ślub odbył się w 1863 roku, 6 lat później na świat przyszła Maud. W 1896 Maud poślubiła Carla Glucksburga, późniejszego króla Norwegii znanego pod imieniem Haakona VII. Na królową koronowano ją w katedrze Nidaros w 1906 roku.
Z listów napisanych ręką brytyjskiego króla Edwarda VII wynika, iż Maud nie była dzieckiem księżniczki Aleksandry, a polskiej szlachcianki Konstancji Gajdamowiczówny. Konstancja i przyszły król brytyjski poznali się na dworze w Paryżu w 1860 roku. W tym czasie młody książę odbywał podróż po Europie. Znany z hulaszczego trybu życia Edward był co prawda pod kontrolą angielskich guwernerów, ale z listów wyraźnie wynika, że nie przeszkodziło mu to w nawiązaniu bliskich stosunków z piękną szlachcianką. W liście z 1861 roku nazywa ją "umiłowaną przyjaciółką swojego serca" i dziękuje za "uratowanie duszy" podczas spotkania w Paryżu. Para nie zaprzestała gorącej korespondencji nawet po ślubie monarchy z księżniczką Aleksandrą. Żona Edwarda była co prawda piękna i mieniła się wysokim urodzeniem, ale nie rozbudziła zmysłów męża. Edward pisał do Konstancji, że darzy królową "pewną tkliwością", jednak jego serce bije tylko dla Polki.
TAGI:
król
prima aprilis
żart
norwegia