I chociaż informacja dotyczy zaledwie tego, że rząd przygotował projekt ustawy deklaratywnej treści o pisowni nazwisk. Samą zaś pisownię będą reglamentowały akta wykonawcze przyjęte przez rządowych urzędników. Pomijając fakt, że jak dotychczas żaden z przygotowanych przez tychże urzędników projektów aktów wykonawczych (czy to dotyczący sprawy pisowni nazwisk, czy oświaty, czy też używania języka polskiego jako pomocniczego w instytucjach samorządowych na Wileńszczyźnie) nie spełniał oczekiwań polskiej mniejszości, można oczekiwać, że również w sprawie pisowni nazwisk przychylności nie będzie.
Jak udowodnić, że jest się Polakiem?
Już z samego założenia rządowego projektu ustawy wynika, że z prawa będzie mogła skorzystać nieliczna grupa litewskich Polaków. Projekt wprawdzie dopuszcza pisownię nazwisk w języku oryginalnym, ale wyłącznie na podstawie dokumentu źródłowego, jaki litewski Polak będzie musiał przedstawić urzędnikowi. Powstaje zasadnicze pytanie, jak wielu Polaków ma w posiadaniu owy dokument źródłowy?
Można jednak spodziewać się, że w sprawie pisowni nazwisk litewska strona dłużej nie będzie już zwodziła polską mniejszość i swoich partnerów strategicznych w Warszawie. Urzędnicy przygotowujący akta wykonawcze chyba będą na tyle wyrozumiali, iż uznają za dokument źródłowy zwyczajne świadectwa chrztu wystawione przez miejscowego proboszcza, w których nazwiska Polaków zapisywane najczęściej są po polsku (przynajmniej były). Jak bowiem powiedział nam jeden z litewskich komentatorów, że robiąc dwa kroki naprzód i jeden wstecz litewska strona od ponad 15 lat igra sprawą pisowni nazwisk, gdyż jest ona wdzięcznym materiałem przetargowym w relacjach z polskimi partnerami oraz wywołuje duży rezonans w mediach, co sprawia też wrażenie, że sprawa jednak nie stoi w miejscu i coś wokół tych nazwisk się robi.
- Nie wykluczam nawet, że w końcu sprawa pisowni nazwisk zostanie załatwiona po myśli Polaków, bo faktycznie nie kosztuje ona wiele wysiłku ani pieniędzy i najważniejsze, że jest do zaakceptowania przez narodowców, gdyż podobna ustawa obowiązywała w przedwojennej Litwie - wyjaśnia nam litewski kolega dziennikarz znający zakulisowe rozgrywki litewskich polityków.
Na potwierdzenie racji naszego rozmówcy należy przypomnieć słowa byłego wicemarszałka polskiego Sejmu, a obecnie europosła
Jarosława Kalinowskiego. Przed prawie dwoma laty doczekał się on od litewskich partnerów propozycji załatwienia sprawy pisowni nazwisk w zamian za większe zaangażowanie się polskiej strony we wspólne projekty energetyczne, głównie w budowę łączy energetycznych między Litwą a Polską. Świadczy to o tym, że litewskim władzom (niezależnie od ich opcji politycznej) wcale nie stanowi problemu załatwienie sprawy pisowni nazwisk. A o czym może świadczyć propozycja złożona dwa lata temu Jarosławowi Kalinowskiemu, czy chociażby zapewnienia sprzed 1,5 roku ówczesnego marszałka Sejmu
Ceslovasa Jursėnasa, że "pisownia nazwisk zostanie załatwiona jeszcze w tej kadencji", czyli do końca 2008 roku.
Ale jeszcze wcześniej, w czerwcu 2002 roku ówczesny premier
Algirdas Brazauskas zaproponował, aby polskie nazwiska były pisane w litewskich dokumentach po polsku, jednak w nawiasach i obok litewskiej transkrypcji. We wrześniu miało wtedy nawet dojść do podpisania odpowiedniego porozumienia dwustronnego (jeszcze jednego!), jednak premier Brazauskas w ostatniej chwili zrezygnował z wizyty w Warszawie, a o jego propozycji zapomniano na długie lata. Propozycja Brazauskasa wtedy oraz targowanie się z Kalinowskim przed dwoma laty, czy obietnice Juršėnasa sprzed półtora roku i wreszcie obecny projekt rządu Kubiliusa (już nie wspominając o wielokrotnych zapewnieniach i deklaracjach prezydentów
Valdasa Adamkusa i
Dalie Grybauskaite) dobitnie świadczą, że rozwiązanie sprawy pisowni nazwisk nie wiąże się z kwestią prawną nawet mimo dwóch negatywnych orzeczeń Sądu Konstytucyjnego, a jest wyłącznie sprawą polityczną, a raczej kartą przetargową lub zasłoną dymną w strategicznych rozgrywkach politycznych oficjalnego Wilna.
Zasłona dymna
Co więc stoi za tą zasłoną dymną, skoro dziś puszczono ją ze zdwojoną siłą używając do tego również polskie media na Litwie, niech nawet blisko związane z otoczeniem litewskiego premiera?
Jak niejednokrotnie publicznie wypowiadali się polscy parlamentarzyści oraz ludzie z otoczenia prezydenta
Lecha Kaczyńskiego, wałkowana z roku na rok sprawa pisowni nazwisk często przyćmiewa sprawy znacznie bardziej ważniejsze dla litewskich Polaków. A chodzi tu głównie o restytucję praw majątkowych litewskich Polaków oraz o polskie szkolnictwo.
TAGI:
litwa
polskie nazwiska
szkolnictwo
polska
polacy
prawo
ziemia