2 maja, kiedy na Litwie odbywały się uroczystości z okazji
Dnia Pamięci o Holokauście, a Polacy świętowali
Dzień Polonii i Polaków za Granicą doszło do ataku na uczestników przeglądu filmu "Antifa - łowcy skinów" ("Antifa: Chasseurs de Skins") opowiadającym o działalności antyfaszystów francuskich.
Granaty i kije
Jak opowiedzieli "Kurierowi" świadkowie zdarzenia, podczas seansu filmowego, który zorganizowano w wileńskiej pracowni artystycznej "Artoteka", do sali wtargnęło kilku zamaskowanych mężczyzn, którzy cisnęli w ekran dwa granaty dymne i natychmiast wycofali się. Na sali, gdzie znajdowało się około 20 osób wynikła panika. Ludzie w pośpiechu opuszczali pomieszczenie. Na szczęście nikt z widzów nie doznał obrażeń. Jedynie mała dziewczynka uczestnicząca w przeglądzie przeżyła szok.
Przedstawiciele "Artoteki" niechętnie komentują sprawę oraz są wstrzemięźliwi w udzielaniu informacji. Jedna z administratorów powiedziała w rozmowie z "Kurierem", że pracownia chce uniknąć rozgłosu w tej sprawie, żeby móc dalej spokojnie funkcjonować.
- Nie komentujemy tego zdarzenia, bo dotyczy ono nas pośrednio. Przegląd był, bowiem organizowany przez Uniwersytet Niezależny, któremu udostępniamy pomieszczenia klubu na potrzeby prowadzonych wykładów, czy jak w tym przypadku, na prezentację filmową. Toteż nie mamy i nie chcemy mieć z tym zajściem nic wspólnego, żeby w przyszłości uchronić naszych gości przed podobnymi sytuacjami - powiedziała nam przedstawicielka "Artoteki". Zaznaczyła też, że chociaż pracownia "prawdopodobnie" nie zerwie współpracy z Uniwersytetem, jednak w przyszłości, przed udostępnieniem pomieszczeń osobom trzecim na pewno będzie bardziej uważnie przyglądała się tematyce projektów.
- Nie chcemy nikogo prowokować - powiedziała nam przedstawicielka "Artoteki".
Zastraszanie
Jak udało się nam ustalić, użyte do ataku granaty dymne nie wyrządziły większych szkód pomieszczeniom pracowni, toteż działalność "Artoteki" nie została przerwana. Jednak, jak wynika z sugestii przedstawicieli pracowni, sprawcom ataku na uczestników seansu filmowego udało się skutecznie zastraszyć współorganizatorów przeglądu filmu antyfaszystowskiego.
Jeden ze świadków zdarzenia opowiedział nam, że użyte przez napastników granaty dymne raczej nie były własnoręcznej roboty, lecz wyglądały na używane w wojsku lub przez policję w akcjach przeciwko zamieszkom ulicznym.
Jak podaje policja, atak z użyciem granatów dymnych nie jest takim pierwszym przypadkiem w Wilnie. Wcześniej w podobny sposób były zaatakowane głównie tureckie kebaby i kawiarnie, gdzie często zbierali się obcokrajowcy.
Według jednej z wersji śledztwa, o napady podejrzewa się neonazistów, którzy ostatnio zaktywizowali swoją działalność na Litwie.
- Na pewno to nie był chuligański, a tym bardziej przypadkowy, atak, bo napastnicy byli odpowiednio uzbrojeni i przygotowani oraz mieli plan działania, jak też plan wycofania się z miejsca - opowiada "Kurierowi" świadek zdarzenia i przedstawiciel Uniwersytetu, Algirdas. Wyraził też przekonanie, że sprawcy działali z pobudek ideologicznych, a nie chuligańskich.
To nie byli chuligani
Dochodzenie w sprawie ataku na uczestników przeglądu filmowego prowadzą funkcjonariusze Komisariatu nr 3 Komendy Głównej Policji miasta Wilna.
Z wstępnych ustaleń wynika, że napastnicy dokładnie zaplanowali przebieg ataku, mieli plan wycofania się. W ataku uczestniczyło 6 zamaskowanych i uzbrojonych w kije mężczyzn. Funkcjonariusze oczekują, że ustalić sprawców pomogą nagrania z kamery monitoringu ulicznego. Jednak, jak nam udało się dowiedzieć, administrator budynku, na którym jest umieszczona kamera, miał "problemy techniczne" z odtworzeniem nagrania z czasu zdarzenia.
"Kurier" wcześniej informował o wypadach antysemickich w Kownie i w Wilnie oraz o przypadkach - w
Kownie,
Wilnie i
Poniewieżu - wywieszenia flagi nazistowskich Niemiec w dniu urodzin Adolfa Hitlera - 20 kwietnia. Do dziś policji nie udało się ująć sprawców.
Jak już pisaliśmy, wcześniejsze działania neonazistów miały głównie charakter prowokacyjny i demonstracyjny podczas tolerowanych przez władze kraju przemarszów nacjonalistów i neofaszystów tradycyjnie organizowanych 11 marca.
Film "Antifa - łowcy skinów", podczas prezentacji, którego doszło do ataku na widzów, został wyreżyserowany przez Marca Aurele Vecchione i Sarę Brucker. Jest to dokument poświęcony działalności w Paryżu pierwszych organizacji antyfaszystowskich z lat 80. ubiegłego stulecia. Film zawiera także krótką historię subkultury skinheadów, przegląd informacji medialnych z tamtych lat oraz wywiady z głównymi postaciami francuskiej sceny alternatywnej - zarówno z punk rocka, jak i hip-hopu.
Artykuł pochodzi z "Kuriera Wileńskiego" - Dziennika Polskiego na Litwie.
TAGI:
litwa
wilno
neonaziści
nacjonaliści
atak
przemoc
policja