Nie tracąc dnia - wspomnienie...

  Wielka Brytania


Dziennik Polski (UK), dodano: 2010-09-24 (14:34)

DrukujAAA

Był człowiek, nie ma człowieka. Pozostaną wspomnienia. I spuścizna, którą po sobie zostawił. Kojarzy się głównie ze sceną, ale Włodek Lesiecki to nie tylko tancerz i Zespół Pieśni i Tańca Mazury z którym związany był niemal całe życie…

Ealing Abbey. Zabytkowy kościół, ciekawa historia. Tłum wypełnia świątynię. Są Polacy i Anglicy, wychowankowie z Mazurów i uczniowie ze szkół oraz uczelni w których uczył. Młodsi i starsi; przyjaciele i znajomi.

– Katastrofa smoleńska, potem dewastujące powodzie. Ten rok doświadcza nasz kraj w tragiczne wydarzenia. Teraz odszedł od nas Włodek. Ale pamiętajmy - śmierć to nie koniec; to początek nowej drogi – mówi rezydujący na co dzień w Rzymie arcybiskup Szczepan Wesoły, który w asyście księży z polskich parafii w Londynie odprawił nabożeństwo żałobne za duszę śp. Włodka Lesieckiego.

Z ułańską fantazją

Zginął tragicznie, podczas pobytu w Polsce. Miał 63 lata. Chociaż duchem był znacznie młodszy. W świetnej formie fizycznej, pełen energii, wywijający na scenie oberki, zbójnickie, krzesane... O Włodku i Mazurach na łamach Dziennika pisałem kilkakrotnie. Miło było się spotkać, pogadać, wypić piwo. Zawsze uśmiechnięty, pełen pomysłów i pasji. "Pozytywny facet" - takie odniosłem wrażenie po pierwszym spotkaniu. I tak już zostało.

- Nie ma ludzi niezastąpionych, ale w tym przypadku będzie to naprawdę trudne. Włodek był nie tylko kierownikiem, liderem, ale przede wszystkim kolegą i dobrym duchem – opowiada tańczący od lat w Mazurach dr Ryszard Szydło i przypomina sytuację, kiedy wspólnie jechali na koncert na Węgry. – Zabrakło dwóch miejsc w autobusie dlatego Włodek postanowił, że we dwójkę dojedziemy samochodem. Chociaż nie znał drogi uparł się, że nie kupi mapy - musimy dotrzeć na wyczucie. Ot, taka ułańska fantazja. Długa to była podróż, z wieloma przygodami po drodze. Ale w końcu dojechaliśmy...

Taki był Włodek. - Z nim nie można było się nudzić. Często wychodził i wracał do biura bo okazywało się, że zostawił to czy tamto. Czasami nawet po kilka razy – mówi Sylwia Meller, kapitan drużyny siatkarek polskiej YMCA. To właśnie w ramach tej organizacji działają Mazury.

Wspólny język

Trumna, na wieku czapka ze strusim piórem. Ubrani w ludowe stroje koledzy i wychowankowie z zespołu. Modlitwa, wspomnienia przyjaciół i najbliższych. Dwie córki, syn, żona Basia. Poznali się, a jakże, w Mazurach. Włodek – dzięki ojcu Bolesławowi, dyrektorowi brytyjskiego oddziału polskiej YMCA - związany był z grupą niemal od zawsze; na pierwsze zajęcia trafił jako 4-letni brzdąc. I był tam wówczas jedynym chłopakiem. Z czasem zespół stał się sławny w polskim i angielskim środowisku zyskując miano wizytówki polskiej kultury na Wyspach Brytyjskich. A Włodek kierował nim przez ostatnie... 38 lat.

Ale nie tylko tańcem żył. Należał do harcerstwa morskiego, uprawiał różne sporty, jeździł na obozy jako instruktor i wychowawca. Jego pasją była nauka języków obcych. Posługiwał się piękną polszczyzną (mimo że urodził się w obozie w niemieckim Bramsche, całe życie mieszkał w Anglii, a nad Wisłą bywał sporadycznie), znał francuski, rosyjski i hiszpański. Uczył się też hebrajskiego. Ukończył romanistykę oraz pedagogikę na University of Sussex, potem przez wiele lat wykładał na uniwersytetach w Londynie i Surrey. Ostatnio też w liceum.

- Wiele lat temu Włodek uczył muzyki w szkole na Ealingu, do której chodziły również moje dzieci. Jak zaczynał, szkołę uznawano za jedną z najgorszych w Londynie, były duże kłopoty natury wychowawczej z uczniami. Jednak on potrafił szybko znaleźć z nimi wspólny język, wciągnął w swój muzyczny świat i sytuacja uległa diametralnej poprawie – wspomina nauczycielka Barbara Korzeniowska.

Ostatnia droga

Niemal dwie godziny. Tyle czasu trwało nabożeństwo żałobne. Piękna uroczystość, wspominanie przeszłości. I pytania o przyszłość – tę ziemską, i tę poza... Co dalej, dokąd zmierzamy? Wyprowadzenie trumny, ostatnia droga - przy dźwiękach poloneza Wojciecha Kilara z "Pana Tadeusza", krematorium...

A potem stypa - w pałacu Jana Żylińskiego na Ealingu. To miejsce tętni życiem, organizowano tu już wiele charytatywnych imprez. Jednak dzisiejsze przyjęcie jest szczególne. – Włodek był niezwykłą postacią, nie tylko w polskim środowisku. Tacy ludzie tworzą historię – mówi Żyliński. Na stołach jedzenie, wino. Sala balowa. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy w tym miejscu, Włodek opowiadał o planach na najbliższe miesiące. A miał ich wiele... Teraz zostały zdjęcia i slajdy wyświetlane na rzutniku. Na wakacjach, z dziećmi, na scenie... Odszedł w biegu, tak jak żył. Kiedyś na pytanie o życiowe motto wymienił dwa - "zachowuj się tak, jakbyś chciał żeby zachowywano się wobec ciebie". A także – "nie trać dnia, bo nie ma nic gorszego jak powiedzieć Diem perdidi". Ten dzień już nigdy nie wróci...

Piotr Gulbicki

TAGI:  wielka brytania  polak  londyn  pogrzeb  wspomnienie  włodek lesiecki 

oceń
0
0
Podziel się
zobacz ranking


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Z Włodkiem Lesieckim trudno było się nudzić
Z Włodkiem Lesieckim trudno było się nudzić (fot. Dziennik Polski / Piotr Gulbicki)

Baza wiedzy

  • Jak znaleźć pracę za granicą?
  • Jakich dokumentów potrzebujesz?
  • Jak uczyć dzieci polskiego? Gdzie jest polski kościół?
Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziesz w naszej bazie wiedzy

Sonda

Czy władze Ogniska Polskiego powinny sprzedać jego siedzibę?


Pogoda

Londyn

Londyn +23+13°C

Więcej w serwisie:
pogoda.wp.pl

Kursy walut

$ USD 3,4589 -0,55

£ GBP 5,4178 -0,58

€ EUR 4,3510 -0,35

Więcej w serwisie:
waluty.wp.pl

Newsletter

Zapisz się na newslettera:

Szukaj w serwisie

Który kraj Cię interesuje?

mapa Wybierz z listy kraj, z którego informacje Cię interesują:

Galerie

wszystkie galerie

Wasze komentarze

WP pisze tylko

WP pisze tylko o takich sensacyjnych bzdurach a nie o konkretnych sprawach. Olać ten portal niech za... do 67 na minimalnych pensjach.

więcejDodał: andre, godz. 23:24

co

co to sie robi pederasta w radzie parafialnej, czy w tej austrii nie ma już zdrowych ludzi ?

więcejDodał: ilona, godz. 15:00

Coś wam opowiem.

Coś wam opowiem. Fakt jest koło 24, słucham sobie TV info na antenie dokument "Co się stało z naszym zjazdem" ( chyba jakoś tak ). Tv mały lcd może 5w głośniki. Lato zeszłego roku, są prace przy ocieplaniu budynku, mam balkon otwarty, ale...

więcejDodał: Gość, godz. 14:22

Partnerzy medialni

Archiwum

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Maj 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3