Do prac nad produkcją zaangażowano właściciela klubu, Chestera Kiercula oraz dwójkę polskich aktorów - Andrzeja i Sarę Krukowskich. Z ciekawością oczekujemy ostatecznego efektu ich dwumiesięcznych wysiłków przy realizacji filmu w Capitol Club.
Rozmowa z Benem Berkowitzem - reżyserem filmu
Redakcja: Skąd wziął się pomysł na film?
Ben Berkowitz: - Mam wielu przyjaciół polskiego pochodzenia. Mieszkałem w Chicago przez wiele lat i zacząłem pisać scenariusz o grupie różnych ludzi, w tym też Polaków. Wielu z nich pracowało w klubie, którego właścicielem był Polak. Stwierdziłem, że to odpowiednie miejsce akcji. Jest to dramat o różnych rodzinach i ludziach, którzy razem pracują w barze. Nie wszyscy są polskiego pochodzenia. Są tam także Afroamerykanie, Żydzi i wielu innych.
Co przede wszystkim miał pokazać film?
- Jest to dramat rodzinny o wierze, lojalności i błędach, jakie popełniają młodzi ludzie, którzy starają się wybić. Jest to też dramat młodego mężczyzny, który próbuje naprawić swe błędy.
Co wyjątkowego dzieje się w barze?
- Ludzie piją (śmiech). Polski klub to tylko jedno z miejsc. Są też inne nocne kluby, jest rodzinny sklep jubilerski, są dramaty w relacjach międzyludzkich. Dziewczyna głównego bohatera jest Polką. Ta para ma swój własny wątek, stara się zbudować związek. Dramat jest uniwersalny. Nie mówi tylko o Polakach, ale ukazuje różnice pomiędzy kulturą imigrantów a kulturą ludzi zamieszkałych w USA. Wartości nowo przybyłych w porównaniu z priorytetami "miejscowych" są zapewne inne. W scenariuszu przedstawiamy ten kontrast. Amerykanin polskiego pochodzenia a Polak – emigrant, przebywający w Stanach od kilku lat.
Jakie wartości ma przekazać widzom główny bohater?
- Przy końcu filmu główny bohater rozpocznie naprawę swoich pomyłek. W przeciwieństwie do filmów z Hollywood, nie zagłębiamy się w to. Patrząc realistycznie, zdajemy sobie sprawę z tego, iż bohater może dopiero zacząć proces odbudowy. Wszelkie zmiany wymagają czasu, więc nie ma łatwego, szczęśliwego zakończenia. Koniec filmu szczerze ukazuje mężczyznę, który na nowo rozpoczyna życie. Mam nadzieję, że ludzie zrozumieją to i docenią.
Ponoć w filmie jest sporo seksu.
- Jest trochę seksu, nie więcej ani mniej, niż w wielu innych filmach. Do reżyserów, którzy mieli na mnie wielki wpływ należą Mike Lee i Krzysztof Kieślowski. Oni też używali przemocy i seksu rzadko, i jedynie w sposób realistyczny. Nigdy przed tymi tematami nie uciekali, gdyż są one częścią życia. Ja też nie starałem się pokazać tego zbyt dużo. To, co jest ukazane w filmie jest odzwierciedleniem normalnego życia.
Czy istnieje szczery i piękny sposób ukazania seksu w filmie?
- Staram się taki sposób znaleźć. Według mnie, ważniejsza jest szczerość, niż piękno. Piękno ujawni się poprzez prawdę, natomiast prawda nie zawsze widoczna jest poprzez piękno. Czasem ludzie za bardzo starają się, by rzeczy były piękne, podczas gdy powinni starać się, by były szczere. Wszyscy mamy dobre i złe strony. Każda kultura ma w sobie coś, z czego powinna być dumna i coś, z czym musi sobie radzić, co nie stanowi powodu do dumy. Są filmy o bohaterach i o zwykłych ludziach. W moim filmie nie ma bohaterów. Polacy w nim występujący nie reprezentują całej polskiej społeczności. Podobnie jak sfilmowani Żydzi. Mam jednak nadzieję, że są w nich niewymuszone szczerość i piękno.
TAGI:
film
kino
kultura
usa
polonia