Przemytników złapano podczas rutynowej kontroli w miejscowości Karlskrona. Szczeniaki zapakowane w kartony i klatki były schowane między ubraniami i rzeczami osobistymi mężczyzn w prowadzonym przez nich samochodzie. Okazało się, że zwierzęta były w tak złym stanie zdrowia, iż musiano je uśpić.
Przedstawicielka szwedzkich władz celnych mówiła po zdarzeniu dziennikarzom, że decyzję o uśpieniu podjęto z ciężkim sercem. Na ogół celnicy starają się znaleźć rozwiązanie możliwie najlepsze dla zwierząt, ale te szczeniaki były zbyt osłabione, by podjąć próbę ich ratowania.
Zdarzenie opisane przez szwedzkie i norweskie media wywołało falę oburzenia wśród mieszkających w Skandynawii Polaków. - Sam pomysł przemytu i to w takich warunkach to skandal! - napisała jedna z użytkowniczek polonijnego forum w Norwegii.
Brudna kasa
Pieski rasy chihuahua oraz buldog francuski były przeznaczone na sprzedaż na terenie Skandynawii. Ceny rasowych zwierząt są tu często znacznie wyższe niż w Polsce (za rasowego szczeniaka trzeba zapłacić nawet równowartość 5-7 tysięcy złotych), zatem przemytnicy spodziewali się sporo na nich zarobić. Legalne sprowadzenie zwierząt zza granicy to proces długotrwały i kosztowny, dlatego są osoby, które decydują się na zakup zwierząt z nielegalnego źródła, często nie zdając sobie sprawy, że przykładają rękę do procederu, w który wpisane jest dręczenie zwierząt.
Przedstawiciele obrońców zwierząt w Norwegii podkreślają, że statystycznie transport do kraju przeznaczenia przeżywa zaledwie 2 na 10 przemycanych zwierząt. Przemytnicy często kneblują przemycane zwierzęta taśmą, upychają w zakamarkach samochodów, podczas podróży nie podając im jedzenia ani picia. To, że podczas transportu część "ładunku" ginie w męczarniach jest wpisane w "koszty" nielegalnego biznesu.
Nie kupuj od bandytów
Dyrebeskittelsen Norge, najstarsza norweska organizacja zajmująca się ochroną praw zwierząt, przestrzega przed kupowaniem zwierząt w przemytu. Żeby mieć pewność, iż czworonożny przyjaciel nie pochodzi z nielegalnego źródła, trzeba zawsze prosić sprzedawcę o okazanie dokumentów zwierzęcia. Jeśli sprzedawca nie potrafi udokumentować pochodzenia psa, można podejrzewać, że współpracuje z przemytnikami lub sam zajmuje się przemytem.
Zakupione z każdego źródła zwierzę należy też jak najszybciej zaprowadzić do miejscowego weterynarza, by ten sprawdził, czy posiada skandynawski chip identyfikacyjny. Podejrzenia powinien też wzbudzić każdy "hodowca", który nie chce pokazać matki sprzedawanych szczeniaków. Psy sprzedaje nie u siebie w domu, a na przykład na stacji benzynowej lub na ulicy. Przemytnikom zdarza się też oferować zwierzęta do sprzedaży w Internecie, między innymi na portalach z darmowymi ogłoszeniami oraz forach.
- Żaden prawdziwy miłośnik zwierząt nie kupi psa lub kota od człowieka "z ulicy" -powiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską przedstawicielka Dyrebeskittelsen Norge, Hege Johanson. - Procedura legalnego sprowadzenia zwierzęcia z Polski do Skandynawii jest co prawda skomplikowana, ale za to gwarantuje, że w jej trakcie żadne zwierzę nie będzie maltretowane. Pamiętajcie państwo, że tam, gdzie nie ma kupujących, nie ma sprzedaży. Każdy powinien sobie zdawać sprawę, iż zwierzę z nielegalnego źródła może być chore. Często przemycane psy były hodowane w złych warunkach, nie przechodziły badań weterynaryjnych. Kupimy je co prawda taniej, ale będziemy się nimi cieszyć o wiele krócej niż zwierzętami z legalnej hodowli - dodaje.
Skandynawska prasa nie podała, co grozi polskim przemytnikom złapanym w Karlskronie. Wiadomo, że nie był to odosobniony przypadek przemytu.
Z Trondheim dla polonia.wp.pl
Sylwia Skorstad
TAGI:
norwegia
skandynawia
zwierzęta
przemyt
polacy
przestępczość
psy