Ealing to druga pod względem wielkości dzielnica Londynu...
I bardzo specyficzna. Z dużą ilością zieleni, niezbyt przemysłowa, trochę na uboczu od centrum. No i nazywana jest przez Polaków polską dzielnicą.
Dlatego utrzymujecie kontakty z warszawskimi Bielanami?
Pomysł partnerstwa z którąś z warszawskich dzielnic narodził się dziesięć lat temu. Odbyło się kilka spotkań na które zaproszono przedstawicieli polskiej wspólnoty na Ealingu. W komitecie znaleźli się między innymi Małgorzata Zajączkowska, Bohdan Mordas, Juliusz Englert, Wiktor Moszczyński. Ja wówczas byłam radną i wspólnie rozważaliśmy różne możliwości oraz propozycje. W końcu wybór padł na Bielany, głównie ze względu na podobieństwo obu dzielnic oraz fakt łatwej do wymówienia nazwy.
Bielany przyjęły propozycję.
Bardzo chętnie. Polska była jeszcze przed akcesją do Unii Europejskiej, chcieliśmy pomóc, pokazać jak u nas to funkcjonuje. I tak jest do dziś - wymieniamy się doświadczeniami, mamy regularne spotkania. Idea jest taka, by wzajemnie się wspierać, ale też podpatrywać rozwiązania, które można wprowadzić na swoim terenie.
Niedawno wróciłam z Warszawy, gdzie stałam na czele delegacji Ealingu. Co nas uderzyło? Duża liczba boisk na osiedlach, ale przede wszystkim trenerzy, którzy w określonych godzinach prowadzili tam nieodpłatnie zajęcia sportowe. Organizacją tego wszystkiego zajmują się wspólnoty poszczególnych osiedli i znakomicie się to sprawdza. Ludzie mają wpływ na to co się dzieje, są zaangażowani w tę działalność.
Natomiast w Londynie, owszem, również mamy boiska, tyle że bloki przeważnie są państwowe, dlatego ludzie nie poczuwają się do odpowiedzialności za to, co się wokół nich dzieje. Takie rozwiązanie jak na Bielanach wydaje się skuteczniejsze. Nie wiem czy uda się je wprowadzić w życie, ale zawsze można spróbować.
To nie jedyna koncepcja, którą moglibyście zaadaptować...
Są pewne pomysły co do usprawnienia wywozu śmieci, z czym tutaj zawsze były problemy. Z kolei Bielany przejęły od nas sposób obsługi klientów, którzy czekając w kolejce dostają odpowiedni numerek. To jest bardziej przejrzyste i wygodne dla ludzi.
Podpatrujemy różne rozwiązania, jednak - co chcę podkreślić - nie chodzi o to, żeby na siłę wprowadzać zmiany. Polska i Anglia to dwa różne kraje - inne przepisy, inne systemy, inna tradycja. My podążamy swoją drogą, Polska swoją. I tak jest dobrze, niech tak zostanie.
Ealing ma również innych partnerów.
... z którymi także utrzymujemy dobre kontakty. To Marc en Baroeul w Lille oraz niemieckie miasto Kreis Steinfurt.
Jest pani burmistrzem pół roku, ale radną już niemal dwadzieścia lat. Dużo się w tym czasie zmieniło?
Nawet bardzo. Na pewno zwiększył się poziom życia, zagęściła się zabudowa, powstały nowe szkoły. Różne organizacje, które jak pamiętam wtedy raczkowały, dzisiaj bujnie prosperują.
Ale z drugiej strony jest większa biurokracja, wiele rodzin i przedsiębiorstw ma kłopoty finansowe. Poważnym problemem jest też duża ilość samochodów - niektóre rodziny mają po dwa czy trzy auta, co powoduje nie tylko zanieczyszczenie środowiska, ale też kłopoty ze znalezieniem miejsc na parkingach.
Jak na tym tle radzą sobie Polacy?
Całkiem dobrze. Do emigracji powojennej, a potem solidarnościowej, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku dołączyła cała rzesza nowych Polaków. W większości młodych, którzy przyjechali tu za chlebem. Kiedyś pamiętam na Ealingu jeden polski sklep, dzisiaj są prawie na każdym rogu. Język polski słyszy się na ulicy, w restauracjach, urzędach. Ludzie dają sobie radę.
Nadal jesteśmy kojarzeni z takimi zawodami jak hydraulik, budowlaniec czy sprzątaczka?
Myślę, że powoli to się zmienia. Coraz więcej przybyszów znad Wisły znajduje pracę zgodną ze swoim wykształceniem, poprawia się znajomość języka angielskiego. Ogólnie jesteśmy dobrze postrzegani, chociaż nie da się ukryć, że są zachowania, które podkopują ten pozytywny wizerunek. Chociażby sytuacja sprzed kilku dni. Słyszę skargi, że pijany Polak za kierownicą zniszczył trzy zaparkowane samochody, a potem uciekł z miejsca zdarzenia.
Inna sprawa to picie alkoholu w miejscach publicznych, zostawianie po sobie śmieci, butelek. Oczywiście ja wiem, że nie wszyscy tak robią, że to incydenty, że nie można generalizować. Ale, niestety, takim zachowaniem ci nieliczni psują wizerunek większości.
TAGI:
ealing
polacy
polka
londyn
burmistrz
wielka brytania