Wobec ostrych protestów polskiej mniejszości na Litwie przeciwko ograniczaniu praw mniejszości narodowych i żądań Warszawy w tych sprawach, zarówno litewski premier Andrius Kubilius, jak też minister spraw zagranicznych Audronius Azubalis, a za nimi też wielu innych polityków i litewskie media twierdzą, że protesty polskiej mniejszości i żądania Polski są elementem toczącej się w Polsce kampanii wyborczej. Dziś ci sami politycy i media, widząc, że polskie wybory nie wiele miały wspólnego z stawianymi problemami litewskich Polaków, zaczynają przekonywać, że problemy te są elementem rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej na Litwie.
Tymczasem, były prezydent Valdas Adamkus w wydanej niedawno książce "Ostatnia kadencja. Dzienniki prezydenta", zaznacza, że problemy polskich Polaków w polsko-litewskich relacjach były obecne od niepodległości Litwy. Adamkus podkreśla też, że problemy te były wyciszane, ale nie nigdy rozwiązywane: "2005 r. 9 marca. Wilno. Oficjalna wizyta prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z Małżonką na Litwie. Omówiliśmy problemy dwustronnych relacji. Najważniejszy - pisownia nazwisk litewskich Polaków w oryginalnej formie według polskiego alfabetu. Zabrania tego nasza Ustawa o języku państwowym. Spór w tej sprawie toczy się już mnóstwo lat, bodajże od odzyskania niepodległości. Utworzyliśmy litewsko-polską grupę roboczą, która już przygotowała swoje propozycje. Kolejny problem - restytucja własności ziemskiej na Wileńszczyźnie zamieszkałej głównie przez polską mniejszość. W tej kwestii również posuwamy się do przodu. Chcemy zdążyć z rozwiązaniem tych problemów, zanim skończy się druga kadencja prezydencka Aleksandra Kwaśniewskiego, bo nie wiedzieć, jak ułożą się relacje z nowym przywódcą Polski”.
Później Adamkus wspomina w swoich dziennikach, że, mimo iż relacje z „nowym przywódcą” Polski, śp. Lechem Kaczyńskim ułożyły się bardzo pozytywne, a nawet przyjacielskie, to jednak również nie pomogło w rozstrzygnięciu problemów litewskich Polaków. Dlaczego tak się stało?
Prezydent Adamkus wyjaśnia to w adnotacji do opisu wizyty prezydenta Kwaśniewskiego na Litwie dodanej już przed wydaniem książki w 2011 r.
"Żądanie uprawomocnienia pisowni nazwisk zgodnie z polską transkrypcją już wtedy było zastarzałym problemem stawianym podczas dwustronnych spotkań również na poziomie politycznym i wywołującym napięcie między Litwą i Polską. Niemniej, to nie przeszkodziło w większym stopniu współpracy naszych krajów, ponieważ mogliśmy opierać się na trwałych osobistych więzach przywódców, na wzajemnym zrozumieniu. Ani ja, ani prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski, a potem również Lech Kaczyński, nie chcieliśmy, żeby z powodu pisowni polskich nazwisk ucierpiały strategiczne związki państw. Pewnego razu Aleksander Kwaśniewski powiedział mi w prywatnej rozmowie: Problem pisowni nazwisk pozostaje nierozwiązany. Rozumiem, że nie jest ci łatwo coś zmienić, ale zrozum i mnie - sytuacja w Polsce jest taka, że ja nie mogę nie stawiać tego pytania podczas naszych spotkań. Nie rozniecając emocji szukajmy rozwiązania, które zadowoliłoby i uspokoiłoby obydwie strony.”
"Musimy jednak samokrytycznie przyznać, że rozwiązując problem pisowni polskich nazwisk Litwa nie wykazała politycznej elastyczności. Można było znaleźć kompromisowe rozwiązanie. Takie rozwiązanie było zresztą zaproponowane – nazwiska przedstawicieli mniejszości narodowych pisać na jednej stronie, czy na stronie obok w języku państwowym i w transkrypcji oryginalnej. Ja nawet zapewniłem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że będzie uchwalona odpowiednia nowelizacja ustawy. Zresztą mieliśmy porozumienie w tej sprawie na najwyższym poziomie politycznym. Pozostawało jedynie doczekać się poparcia Sejmu, lecz właśnie tam sprawa utkwiła.
Polacy mogą mi nawet zarzucać, że składałem im czcze obietnice, albo nawet, że oszukiwałem i nic nie robiłem w rzeczy samej. Byłem jednak na prawdę przekonany, że potrafimy rozstrzygnąć problem pisowni nazwisk, który dodawał goryczy w naszych relacja. Wdawało się też, że nawet osiągnęliśmy porozumienie w tej sprawie. Niestety, moja kadencja skończyła się i nie udało się zakończyć tego przeciągającego się sporu" - napisał prezydent Adamkus w swoich pamiętnikach.
Były prezydent zauważa też, że po latach kwestia pisowni polskich nazwisk wciąż pozostaje nierozwiązana, co pogarsza polsko-litewskie relacje dwustronne: "Minęło jeszcze kilka lat, a Litwa wciąż nie uprawomocniła pisowni polskich nazwisk w formie oryginalnej. Polska nie ustaje kategorycznie stawiać żądań i w ciągu tego czasu stosunki międzypaństwowe mocno pogorszyły się."
TAGI:
litwa
wilno
polacy
valdas adamkus
książka
polskie nazwiska
pisownia
zwrot ziemi