Jest Pani pół Polką, pół Angielką...
- Matka była Angielką, a ojciec - Polakiem. Ale ja czuję się Polką.
Nie miała Pani trudności z samookreśleniem?
- Nie. Ojciec wrócił po wojnie do Polski, wziął ze sobą żonę Angielkę. I chociaż w domu zawsze rozmawialiśmy po angielsku, to mama nie miała żadnych rozterek, co do przyjazdu do Polski. Dla niej to było normalne, że poszła za mężem. I mimo że nigdy nie mówiła dobrze po polsku i wszyscy to zauważali, to ona czuła, że się zadomowiła w Polsce. Miała bardzo pozytywny stosunek do polskości. Ten fakt sprawił, że chociaż zawsze określano mnie w Polsce, jako "ta Angielka", to czułam się Polką.
A jednak po rozwodzie rodziców wybrała Pani Anglię.
- Po prostu dołączyłam do mamy. Mama wróciła do Anglii ze względu na rozwód. Na początku to było tymczasowe, myślałam o powrocie do Polski, ale stosunki z ojcem były bardzo trudne, ożenił się powtórnie. Przyjechałam do Anglii, myśląc, że może uda mi się dostać na uniwersytet, skorzystać z tej możliwości, nie planowałam tu pozostać. Przez pierwszych pięć lat byłam jeszcze w stanie wrócić, ale później, kiedy pojechałam do Polski, to się zorientowałam, że mój powrót tam byłby problematyczny.
W Polsce traktowano was - Panią i Pani matkę - jak kogoś obcego, a tutaj…
- Też (uśmiech)
Jest Pani niejako na rozdrożu.
- Dawno zdecydowałam, że to nie jest mój problem. To może być problem dla innych, którzy mnie widzą lub koniecznie chcą widzieć, jako kogoś obcego. Ale ja zawsze czułam się Polką, czułam się zaangażowana i kulturalnie, i socjalnie, i politycznie. To, co się działo w Polsce zawsze było dla mnie i jest nadal, ważnym punktem odniesienia. Moja rodzina nie jest katolicka - w Polsce to było dość problematyczne. Zarzucano nam, że jesteśmy Żydami. Ja nie widziałam sensu żeby mówić, że nie jestem Żydówką, ale nie należałam przecież do żadnej wspólnoty religijnej. Na początku zaprzeczałam, jednak paradoksalnie tym bardziej uważano, że jestem Żydówką… Człowiek się jakoś hartuje, staje się odporny, poza tym jak jest się młodą osobą, to te sprawy nie są takie istotne.
Czy to był powód, dla którego zajęła się Pani historią?
- O tak, pod każdym względem. Kiedy przyjechałam do Anglii, mając już lat dziewiętnaście, nie mogłam wielu rzeczy zrozumieć. Bardzo były wyraźne różnice polityczne pomiędzy Polską a Anglią, ale szybko zorientowałam się, że była ku temu przyczyna. Nigdy nie szłam drogą krytykowania Polski komunistycznej dla zasady - chciałam zrozumieć. Historia, więc wydawała się być naturalnym wyborem, jeżeli chodzi o studia.
I zajęła się Pani historią współczesną.
- Zrobiłam też parę kursów historii średniowiecznej, co mnie nie interesowało to ten okres w środku (śmiech). Próbowałam się nawet odrywać od polskich tematów. Dlatego studiowałam arabistykę, robiłam różne kursy, które nie były związane z Europą, ale koniec końców mój profil akademicki został ukształtowany na podstawie pracy doktorskiej. Wtedy ktoś na uniwersytecie powiedział mi, że powinnam wykorzystywać swoje atuty, tj. fakt, że mówię po polsku, potrafię zrozumieć polskie środowisko itd. Powiedziano mi - "przestań przepraszać. Fakt, że potrafisz wytłumaczyć coś, czego inni nie potrafią - powinno być twoją mocną, a nie słabą stroną". I kiedy to usłyszałam, zorientowałam się, że zawsze przepraszałam, że jestem "tylko Polką"! Dlatego próbowałam się od wszystkiego oderwać i stąd arabistyka oraz zainteresowanie wyprawami krzyżowymi oraz podejmowane przez mnie próby studiów niezwiązanych z polskością. Ale to praca doktorska najbardziej określa drogę naukową…
TAGI:
wielka brytania
historia
polska
prażmowska