Wyspy Kanaryjskie to prawdziwy konglomerat różnych ras i narodowości.
- Liczba mieszkańców archipelagu przekroczyła 2,1 miliona, z czego około 43% mieszka na Teneryfie. Kilkadziesiąt tysięcy stanowią rezydenci, czyli obcokrajowcy, którzy zdecydowali się na stały bądź czasowy pobyt na wyspie - wśród nich przeważają Anglicy, Niemcy, Kubańczycy, Wenezuelczycy, Hindusi oraz Marokańczycy. Natomiast w ostatnich latach Wyspy Kanaryjskie przeżywały prawdziwy zalew nielegalnych imigrantów z Afryki, uciekających przed bezrobociem, nędzą i przemocą.
Głównym sektorem gospodarki jest turystyka.
- Obecnie tak. W zasadzie - w związku z dużym bezrobociem - nie ma innej perspektywy ani alternatywy. Od czasu pojawienia się dużych grup turystów zaczął się proces wyludniania obszarów wiejskich oraz intensywna urbanizacja, co, niestety, nie szło w parze z edukacją. Dlatego stosunkowo niewiele jest osób ze średnim i wyższym wykształceniem. Różnorodność kulturowa często rodzi brak zrozumienia wśród mieszkańców i narastające konflikty.
Jak na tym tle radzą sobie Polacy?
- Całkiem dobrze. Już w latach 60. ubiegłego stulecia, kiedy pojawili się na Teneryfie pierwsi zagraniczni turyści, zaczęli docierać tu również Polacy - na pokładzie statku MS Batory. Zdarzało się wówczas, że stewardesy schodziły ze statku i decydowały się na pozostanie na wyspie, a z czasem nasze rodaczki zyskały tutaj opinię najpiękniejszych kobiet w Europie. W latach 80. i 90. polscy emigranci mieli utrudniony dostęp do archipelagu, gdyż do legalnego pobytu niezbędny był stały kontrakt o pracę wydany przez miejscowego pracodawcę oraz wiza hiszpańska. W tej sytuacji niewielu rodaków przebywało tu legalnie.
Z początkiem lat 90. Wyspy Kanaryjskie stały się wymarzonym miejscem wakacji charterowych - w tym okresie zaczął się masowy napływ naszych turystów, swoją szansę odkryli też polscy przedsiębiorcy.
Odkryli i wykorzystali?
- Z tym jest różnie, konkurencja jest ogromna. Natomiast ważnym momentem było podpisanie przez rządy Polski i Hiszpanii porozumienia w sprawie zatrudniania polskich bezrobotnych w gospodarstwach rolnych. Część tych osób pozostała tu na stałe. Po 1 maja 2004 roku, czyli przystąpieniu do Unii Europejskiej, Polacy zyskali dostęp do kanaryjskiego rynku pracy. Z czasem do tej grupy dołączyli rodacy przez wiele lat mieszkający w Anglii lub Niemczech, głównie emeryci, dla których ważnym czynnikiem były względy klimatyczne bądź finansowe. Natomiast w ostatnich latach pojawia się wiele osób nabywających nieruchomości - niektórzy chcą mieć kolejny dom wakacyjny w egzotycznym miejscu, inni spędzają na Teneryfie kilka miesięcy w roku.
Obecnie, zgodnie z oficjalnymi danymi, w prowincji Santa Cruz de Tenerife zarejestrowanych jest 1740 Polaków, z których większość mieszka na Teneryfie.
Stowarzyszenie Polsko-Kanaryjskie ARKA, którego jest pani prezesem, to jedyna polonijna organizacja działająca na Wyspach Kanaryjskich. Wcześniej próbowali inni, ale dopiero wam się udało…
- Tamte próby z różnych powodów kończyły się fiaskiem. Nasza organizacja powstała dość spontanicznie - początkowo były to towarzyskie spotkania grupy przyjaciół, a z czasem pojawił się pomysł założenia stowarzyszenia. Nie ukrywam, że mieliśmy trochę obaw, ale sprawy formalne poszły gładko i we wrześniu 2008 roku zostaliśmy zarejestrowani przez rząd Wysp Kanaryjskich. Natomiast już kilka miesięcy wcześniej odbyło się pierwsze spotkanie w plenerze, na które zaprosiliśmy Polaków przebywających na Teneryfie - to był pierwszy polski piknik niedzielny. Potem zorganizowaliśmy kolejne imprezy - andrzejki, wigilię, zabawę karnawałową, śniadanie wielkanocne w plenerze, spotkanie piknikowe w górach.
TAGI:
hiszpania
wyspy kanaryjskie
polacy