Teoretycznie 8 marca we Włoszech minąć powinien dość spokojnie. Przynajmniej tak donoszą prasa i agencje informacyjne. Niby w spokojnej, lekkiej atmosferze, bez demonstracji na placach, buntów i lamentów. Czy jednak na pewno? W rzeczywistości, w tym roku 8 marca odbywa się pod hasłem zjednoczenia kobiet o inteligentną walkę o swoje prawa. Jak podkreśla jedna z włoskich dziennikarek, nie ma sensu kreowania kolejnych list i petycji do gazet czy w internecie. Trzeba wziąć się w garść i zacząć działać! Przeobrazić słowo w czyn! Bez krzyków i gróźb, ale sprytem i inteligencją.
I tak, Caterina Soffici z włoskiego Corriere della Sera, w swoim artykule proponuje strajk kobiet. Podkreśla, iż skutki byłyby tragiczne, jeśli pewnego dnia kobiety zjednoczyłyby się i przestały spełniać swoje codzienne obowiązki, typu: prasowanie, pranie, gotowanie i zajmowanie się dziećmi.
Autorka artykułu podkreśla, że Włoszki są przygniecione obowiązkami. Zwraca uwagę na fakt, iż statystycznie każda Włoszka pracuje 1 godzinę i 20 minut więcej od mężczyzny poświęcając się obowiązkom domowym, co w rezultacie daje rocznie około 444 godzin. Konkludując, to tak jakby każdy Włoch miał 2 miesiące ferii w roku więcej od przeciętnej Włoszki.
Sytuacja jest na tyle poważna, iż Włoszki w statystykach wypadają gorzej nawet od Japonek czy Meksykanek, które teoretycznie są mniej wyzwolone od Włoszek.
Z kolei, Maria Laura Rodota w Corriere pisze: "chce z powrotem znienawidzone mimozy" i dodaje "jestem zdenerwowana, nie mogę już znieść tego rasistowskiego państwa, które jest wrogiem kobiet".
Twardo podkreśla, iż w pewnym sensie kobiety zawdzięczają samym sobie tę sytuację. Miejsce na szarym końcu, traktowanie kobiety, jako obiekt. Podkreślanie jej wartości w zależności od jej urody i metryki urodzenia. Dziennikarka pisze, że już najwyższy czas, by zrobić coś z tą kobiecą "welinizacja" (velina- show girl). Spojrzeć sobie prosto w oczy i przyznać, iż każda z nas jest w jakiś sposób dyskryminowana. Ideą przewodnią Marii Laury Rodota jest przemianowanie dnia kobiet, na dzień kobiecej dumy.
Włoska prasa prześciga się w publikacjach wojowniczych artykułów niby feministek, które można zauważyć tylko tego jednego dnia w roku. Wyzywa się polityków, a m.in., samego premiera, któremu podobno zawdzięcza się tę całą "welinizacje" kobiet.
Krzyczy się tylko tego jednego dnia w roku, na temat dyskryminacji kobiet w pracy i w życiu codziennym. Podejmuje się tematy depresji włoskich kobiet, obsesyjnie czyszczących swoje domostwa i przesadnie zajmujących się własnymi rodzinami. W końcu tylko to im zostało, skoro i tak nikt ich nie chce przyjąć do pracy, bo za młode, albo za stare, a może w wieku reprodukcyjnym...
Po czym, "spuszcza się nieco z tonu" i publikuje wszelkiego rodzaju inicjatywy, wyłącznie dla kobiet. Od uroczystych spotkań z prezydentem Giorgio Napoletano, spotkań kulturalnych, przedstawień i zebrań promujących kobiety, po kolejne puste obietnice zwiększenia równouprawnienia Włoszek w sferze zawodowej, czy też na samym końcu pomysł przemiany Miss Italia w imprezę promującą nie tylko urodę, ale i inteligencję kobiety.
Te skrajności prowadzą do następującej konkluzji, mimo postępu, modernizacji i emancypacji, włoska czy też arabska "słaba płeć" pozostaje mimo wszystko w cieniu mężczyzny.
Wniosek z tego, iż nadal długa droga przed nie tylko Włoszkami, ale i wszystkimi kobietami. Nadal trzeba walczyć o swoje prawa, może tylko nie krzykiem i bezustannymi narzekaniami, ale czynami i inteligencją.
Może, jeśli faktycznie Włoszki i nie tylko one, odłożyłyby ścierki i rondle na bok i nie bały się pokazać, że mózg też mają, zdołałyby pokazać, na co je tak naprawdę stać?
Z Rzymu dla polonia.wp.pl
Monika Zakrzewska
TAGI:
włochy
kobiety
8 marca
dzień kobiet
święto
prawa kobiet