Z dziadkiem, Leninem i Bogiem

  Wielka Brytania


Dziennik Polski (UK), dodano: 2011-08-08 (15:28)

DrukujAAA

Pamiętam sytuację, kiedy Polak ukradł 23 szczoteczki do zębów w supermarkecie. Nie znam innej nacji, która by zrodziła złodziejaszka mówiącego przesłuchującemu go potem oficerowi śledczemu: "Trzeba dbać o higienę jamy ustnej, czyż nie?"

Z Rosjanką Svetlaną Savrasovą, tłumaczką pracującą w brytyjskiej policji, autorką napisanej w języku polskim książki "Masz tylko dziadka, Lenina i Boga", rozmawia Piotr Gulbicki.

Pani książka to 35 opowiadań, 35 różnych historii.

- Taka swoista, porwana nitka paciorków - każdemu złoży się inaczej, każdy zrozumie ją na swój sposób. To owoc moich wieloletnich doświadczeń; chcę pośmiać się razem z wami, pokazać Wielką Brytanię, której na pierwszy rzut oka nie widać.

Głównymi bohaterami książki są Polacy.

- W zdecydowanej większości. Nie przypadkowo, gdyż Wyspa została zalana przez falę emigrantów znad Wisły; o każdej jej kropli można by wiele pisać. Wystarczy powiedzieć, że na jednego Rosjanina, którego spotykałam w pracy, przypadało dziesięciu Polaków, a na jednego Gruzina - 500 waszych rodaków. Siłą rzeczy czułam bardziej po polsku, ale czy się spolszczyłam? Tak bym nie powiedziała.

Czym różnimy się od innych nacji?

- Przede wszystkim katolickim sumieniem - często nie takim czystym, jak by się chciało; mądrością - wynikającą z historycznych doświadczeń i poniesionych krzywd; elokwentnością; a także dobrym, chociaż czasami naiwnym postrzeganiem świata.

Miała pani wcześniej kontakty z Polakami?

- Mój ojciec był rosyjskim żołnierzem, w latach 60. ubiegłego stulecia jego jednostka stacjonowała w Kluczewie na Pomorzu. Ja urodziłam się w Szczecinie, natomiast młodość spędziłam w Mińsku, gdzie skończyłam studia na wydziale radioelektroniki. Było dużo nauki, ale nie żałuję. Po kursie matematyki wyższej i mechaniki kwantowej zaczęłam poprawnie pisać po rosyjsku, angielsku i nawet białorusku - do tego stopnia, że zostałam dziennikarką. Pracowałam w odpowiedniku Polskiej Agencji Prasowej w ZSSR specjalizując się w popularyzacji osiągnięć naukowych. Później skupiłam się na pisaniu o ludzkich losach, publikowałam na łamach młodzieżowego miesięcznika "Parus", ukazującego się w nakładzie miliona egzemplarzy. Dostałam nawet nagrodę za debiut literacki.

Poważna sprawa...

- Jeszcze jak (śmiech). Pamiętam, że pożyczyłam od taty 30 rubli, żeby świętować to wydarzenie z przyjaciółmi, gdyż nagrody starczyło tylko na zagrychę... Przełomowym momentem w mojej dziennikarskiej karierze okazał się artykuł "Dzieci Czarnobyla", którego jednak nikt nie chciał wydrukować. Traf chciał, że akurat przebywał w Mińsku polski dziennikarz Jacek Juźwiak, który spolszczył tekst i wydrukował go w "Prawie i Życiu", dodając mój adres domowy na końcu. Po dwóch miesiącach dostałam z Polski 43 listy, później napływały kolejne. W ten sposób powstał społeczny ruch "Dzieci Czarnobyla". Dzięki jego działalności w ciągu trzech lat osiem tysięcy młodych ludzi wyjechało na wakacje do Polski, a 29 wychowanków sierocińców ze strefy zakazanej zostało zaadoptowanych przez polskie rodziny.

Pani życie też uległo zmianie.

- Podczas jednego z wyjazdów poznałam polskiego muzyka jazzowego, za którego wyszłam za mąż, zostając warszawianką. Opuściłam Związek Radziecki, który mocarnie się rozpadł - dokładnie miesiąc po moim wyjeździe. Mieszkałam na Mokotowie, później na Woli. Żeby utrzymać siebie, dziecko i męża-szarpidruta pracowałam w szkole, gdzie wykładałam język rosyjski, później znalazłam posadę sekretarki w agencji reklamowej, a następnie przeszłam do europejskiej centrali firmy elektronicznej. Z ulgą rozstałam się z mężem, nie jestem chyba wystarczająco jazzowa.

Wtedy pojawił się kierunek brytyjski?

- To było dokładnie 12 lat temu. Przyjechałam tu na prośbę trzeciego męża, Anglika, któremu zamarzyło się wrócić na emeryturę do ojczyzny. Miałam nadzieję, że wreszcie skończy się moja praca tłumaczki przy nim, ale kiedy zakotwiczyłam w uroczym miasteczku Weymouth okazało się, iż nic z miejscowej gwary nie rozumiem i sama potrzebuję tłumacza. To było dziwne uczucie, w końcu w Polsce pracowałam w amerykańskiej spółce i angielskim posługiwałam się na co dzień. Co więcej, tego języka uczyłam się od siódmego roku życia w szkole specjalistycznej, na maturze miałam egzamin zarówno pisemny, jak i z literatury angielskiej, tłumaczeń technicznych oraz wojskowych. Spokojnie mogłabym wypatroszyć komandosa, co do numeru jego jednostki wojskowej, nazwisk zwierzchników czy dyslokacji kontyngentu, ale co mówi potężny, zbójopodobny gość z ołówkiem za uchem - czy przyszedł naprawić zmywak czy zainstalować telewizyjny talerz - nijak nie mogłam zrozumieć. Nic do mnie nie docierało przez pierwsze pół roku. To podrażniło moją dumę - zacisnęłam zęby i zaczęłam przysłuchiwać się każdej rozmowie w sklepie, wyławiać zdania w autobusie czy na poczcie. Po roku byłam już zarejestrowana w miejscowej policji, jako... tłumacz języków ZSRR. Moje wyjaśnienia, że litewski czy gruziński są odrębnymi językami, a nie regionalnymi dialektami rosyjskimi, nie zrobiło na superintendencie żadnego wrażenia.
1 2 z 2 następna


TAGI:  Svetlana Savrasova  pisarka  polska  polacy  emigranci  wielka brytania 

oceń
2
1
Podziel się
zobacz ranking


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Svetlana Savrasova
Svetlana Savrasova (fot. Dziennik Polski)

Baza wiedzy

  • Jak znaleźć pracę za granicą?
  • Jakich dokumentów potrzebujesz?
  • Jak uczyć dzieci polskiego? Gdzie jest polski kościół?
Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziesz w naszej bazie wiedzy

Sonda

Czy władze Ogniska Polskiego powinny sprzedać jego siedzibę?


Pogoda

Londyn

Londyn +23+13°C

Więcej w serwisie:
pogoda.wp.pl

Kursy walut

$ USD 3,4589 -0,55

£ GBP 5,4178 -0,58

€ EUR 4,3510 -0,35

Więcej w serwisie:
waluty.wp.pl

Newsletter

Zapisz się na newslettera:

Szukaj w serwisie

Który kraj Cię interesuje?

mapa Wybierz z listy kraj, z którego informacje Cię interesują:

Galerie

wszystkie galerie

Wasze komentarze

WP pisze tylko

WP pisze tylko o takich sensacyjnych bzdurach a nie o konkretnych sprawach. Olać ten portal niech za... do 67 na minimalnych pensjach.

więcejDodał: andre, godz. 23:24

co

co to sie robi pederasta w radzie parafialnej, czy w tej austrii nie ma już zdrowych ludzi ?

więcejDodał: ilona, godz. 15:00

Coś wam opowiem.

Coś wam opowiem. Fakt jest koło 24, słucham sobie TV info na antenie dokument "Co się stało z naszym zjazdem" ( chyba jakoś tak ). Tv mały lcd może 5w głośniki. Lato zeszłego roku, są prace przy ocieplaniu budynku, mam balkon otwarty, ale...

więcejDodał: Gość, godz. 14:22

Partnerzy medialni

Archiwum

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Maj 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3